piątek, 10 kwietnia 2009

jak to Zarazek bujanie polubił




Nie wiemy, dlaczego akurat teraz tak Zarazkowi huśtawki do gustu przypadły. Do niedawna jeszcze te na placu zabaw jakoś uszły, ale ta w domu stała prawie nie używana od roku prawie, już miałam zamiar ją sprzedać - całe szczęście, że jakoś się z tym ociągałam :)

czwartek, 9 kwietnia 2009

dwoje na huśtawce :)





Huśtawka zdecydowanie wróciła do łask :)

i tyle ze świątecznych planów :/

Jesteśmy na Mazurach, jest ciepło, słonecznie....i się obudziłam :/ Mieliśmy wyjeżdżać wczoraj wieczorem. W środę znaczy. W poniedziałek zaczął się kaszel, ale nie jakoś szczególnie mocno. W nocy z pon na wt "przyłapałam" Hankę na temp 38,6 - dostała Panadol, do rana spokój. W ciągu dnia kaszel dalej i katar troszkę, u lekarza nie byłam bo temp się trzymała ok. 37,1 i przyznam, że w tej sytuacji nocną gorączkę na zęby "zwaliłam". Wieczorem jednak powtórka - przed spaniem 38,2 więc profilaktycznie Panadol coby noc spokojnie minęła. W środę rano do lekarza, skutkiem czego siedzimy sobie radośnie kompletnie na święta w domu nie przygotowani z Hanką i z anginą :(( :/ No żesz by to... Ale nasz pediatra mnie pocieszył, że tak właściwie to powinnam się przyzwyczaić, bo dzieci już tak mają że nie bacząc na wszelkie rodzicielskie plany ZAWSZE chorują w najmniej odpowiednim momencie. Bez antybiotyku niestety się nie obeszło, ale przynajmniej poprawę widzę już, kaszle dziewczynka mniej i nie gorączkuje :) Jutro jeśli dalej będzie tak ciepło możemy już na trochę na dwór wyjść, bo 3 dni z Hanką zamkniętą w 4 ścianach to już lekka przesada ;)

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

pogawędki z Zarazkiem

Rozmowy z Zarazkiem to temat na osobną notkę :) Ostatnio Hania przysłuchuje się naszym rozmowom i wyłapuje odpowiedzi, co najfajniejsze udaje się jej w odpowiednim momencie użyć zasłyszanych słówek lub poczynić odpowiedni gest.

Babcia Lucynka do mnie:
- masz może coś miętowego, jakąś gumę?

Nie zdążyłam powietrza zaczerpnąć, a Hania odpowiada stanowczym tonem dodatkowo kręcąc energicznie główką:
-Nie!

I było to zgodne z prawdą, nic miętowego nie miałam. Tylko skąd ona o tym wiedziała ;)

------------------------------------------------------------------------

W trakcie rozmowy mówię do mojej Mamy:
- ...ciekawe, która jest godzina, bo...

Tu Hania podwija sobie rękawek, spogląda na nadgarstek i mówi:
- sieść siem ci :D


Jeszcze kilka było takich fajnych sytuacji, normalnie muszą zacząć sobie na bieżąco notatki robić żeby nie umknęło :)

słowniczek :)

Dawno Zarazkowego słowniczka nie uzupełniałam, ale i jakoś szczególnie wiele nowych słówek nie dodała do już znanych :) Z nowości są:

- BŁA - bułka
- EBA - chleba
- ANA - banan
- BKO - jabłko
- BA - woda czy też coś innego do picia
- OŁA - Mikołaj (wprawdzie to nie te święta, ale coś się Dziecku przypomniało :) )
- TEŚ - też
- TIEM - chcę
- DA - Hania (tak o sobie mówi ostatnio wskazując dodatkowo na siebie paluszkiem :) )
- TATU - modyfikacja dotychczasowego tato
- BRRRRM - najczęściej autobus, ale też samochód, a ostatnio i prom
- TAM - tam
- BU - zmywarka (ze wskazaniem paluszkiem :) )


No proszę, jak już się postarałam okazało się, że sporo tych nowości jednak jest :) Dodatkowo Hania też dużo "po swojemu" nawija

no to pa!




Tak wyglądają wspólne spacery z Dzieckiem, które ma własne zdanie co do trasy, zdanie to jest ZAWSZE odmienne od zdania Rodziców :) Kiedyś przynajmniej oglądała się za nami, teraz już przestała. Jeśli zdecyduje, że chce iść w lewo, mimo tego że my w prawo idziemy, po prostu odwraca się plecami i iiiiidzie gdzie ma chęć :D Widocznie już się nauczyła spryciara, że przecież i tak jej nie zostawimy :)

niedzielny popołudniowy spacerek :)














Przed południem nad wodą byliśmy ptactwo dokarmić, po południu natomiast zrobiło się wiosennie, więc plac zabaw odwiedziliśmy :) Hania szczęśliwa, zadziwia mnie nieustannie coraz to nowymi umiejętnościami i coraz większą samodzielnością na placu :)

A jak widać na ostatniej fotce, trochę jesieni w ten wiosenny dzień też dziewczynka znalazła ;)

Niedziela Palmowa





Za tydzień Wielkanoc...(nieustannie zadziwia mnie tempo, w jakim upływa czas - przecież niedawno na Boże Narodzenie czekaliśmy :/ ) Dzisiaj tak fajnie się złożyło, że mogliśmy we trójkę iść do kościoła palmę poświęcić. Dość dawno z Haniutkiem w kościele byłam, bo nie za specjalnie wytrzymywała godzinę, a kiedy zaczynała rozmawiać czy śpiewać miałam jakiś wyrzut sumienia, że innym przeszkadzamy. Dziś jednak odkryłam mszę dla dzieci i to strzał w dziesiątkę jest :) Hanna zachwycona, dzieci pełno, nikt nie patrzy krzywo na malucha płaczącego/rozmawiającego/śmiejącego się/chodzącego sobie gdzie ma chęć :) Pośpiewała sobie dziewczynka, potańczyła też ku radości Zarazkowych Rodziców i Pań stojących obok, potem zjadła jabłko i zagryzła chrupkiem kukurydzianym :) Była bardzo bardzo grzeczna i właściwie nawet nie zauważyłam, kiedy ta godzina minęła :D
A po mszy - oczywiście :kaka" dokarmić, bo zginęłyby bez Haniutka niehybnie ;)



sobota z Tatkiem :)











Tak milutko upłynęła Zarazkowi i Zarazkowemu Tacie sobota - Mama w szkole była niestety, a rodzinka z wiosny korzystała :D

środa, 1 kwietnia 2009

ewentualnie magnesy też mogą być...





...chociaż mają jedną zasadniczą wadę - trzymają się tylko lodówki ;P

przylepa ;)






"Przyklejka" właściwie. Ostatnią Zarazkową pasją jest naklejanie naklejek, a najfajniejszym chyba prezentem była zakupiona przez Zarazkową Mamę książeczka z 475 naklejkami :D Hania przychodzi, czeka aż dostanie do rączki odklejoną naklejkę, po czym uruchamia wyobraźnię i przykleja - tam, gdzie chce :) Czyli (patrząc od góry) na ścianie, na szafce i płytach, na szafce telewizyjnej (uff... jeszcze nie wpadła na pomysł, żeby na tv przyklejać ;) ) i na Taty kawalerskiej wieży, do której to Tato ma ogromny sentyment, Hanka zaś ów sentyment ma za nic ;)

z Dziadkami :)


kuchareczka





Gdyby nie Hania, Dziadek chodziłby głodny ;)

z drogi śledzie bo Haneczka jedzie!!!!




Od razu wyjaśniam: rower jest Babci, która jest o jakieś 25 cm niższa od Zarazkowego Taty - stąd ta nieco dziwna pozycja kierującego pojazdem :) W tle też Babcię oczywiście słychać ;) A Haniutek zachwycony, jechali tak chyba 3 razy, ale gdyby jej pozwolić z pewnością jeszcze dłuuuuuugo nie doszlibyśmy do domu :)

"a wiosna przyszła pieszo..."






Z okazji pierwszego wiosennego cieplutkiego i słonecznego dnia, poszliśmy na wiosenne karmienie ptactwa ;) Hania uwielbia chodzić karmić łabędzie, jeśli wcześniej mówimy jej, że idziemy karmić łabędzie i kaczki, nie ma opcji załatwienia "czegokolwiek" po drodze, ciągnie nas dziewczynka nad wodę i już :)


Zasadniczo mam jednak poważne wątpliwości, kto rzeczywiście został nakarmiony :) A powód tych wątpliwości? Dość...hmm...specyficzna Zarazkowa technika karmienia łabędzi i kaczek - kawałek do wody, kawałek do buźki :D