Jednak nie było mowy o przymiarkach bez lusterka :) Całe szczęście, że u Babci lustro stoi na podłodze więc nie było problemu zdejmowania ze ściany :)
A buty się damie podobały.
Bo tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nadać mu imię i pokochać...
Jednak nie było mowy o przymiarkach bez lusterka :) Całe szczęście, że u Babci lustro stoi na podłodze więc nie było problemu zdejmowania ze ściany :)
A buty się damie podobały.
Konkretnie - miłośniczka ślimaków ostatnio :) Nawet jak humorek dziewczynce nie dopisuje, wystarczy zaproponować szukanie ślimaków na trawie i już zły nastrój idzie w zapomnienie. Ślimakowi ze zdjęć Zarazek zapewnił doznania ekstremalne - skok bez spadochronu (i to kilka razy), ale w trawę było więc ślimak dzielnie zniósł ten trening i nawet na koniec różki wystawił :)
Aha, i Hania pokazuje, gdzie ślimak różki ma. Tylko nie wiedzieć czemu czapkę ściąga jak pokazuje :)
Chociaż właściwie słusznie - wszak ślimaki czapek nie noszą ;P
Farbki do malowania rączkami przyniósł Hani zajączek, jednak ze względu na piękną pogodę nie miałyśmy do dziś czasu na malowanie :) Artystka nie ograniczała się do malowania po kartkach, w użyciu była też podłoga, ława, podkładka pod talerz i gazeta z programem :) Ale to nic, najważniejsze, że zabawa była przednia :D
Hania pokochała samochody ostatnio, stała się więc dumną i szczęśliwą posiadaczką 2 aut :) Kazała je sobie rozpakować zaraz po wyjściu ze sklepu i jechaaaała :) Każdy murek należał do niej. Tylko "brrrrmmmm, brrrmmm..." było słychać :)
Wieczorem auta kąpały się z Hanią, nie dała ich sobie odebrać nawet podczas wycierania i ubierania w piżamkę :)
Potem przyszedł czas na kolację - oczywiście też z samochodami w rączkach
I wreszcie pora spania - z "przytulankami" rzecz jasna :)
A to relacja z poprzedniej wizyty "na kulkach". Jest to o tyle istotne, że dotychczas Hania siedziała tylko w małym baseniku z kulkami, tym razem jednak odważyła się i zjeżdżała wprost do dużego basenu :) I bardzo bardzo jej się podobało :)
To ta sama wizyta "na kulkach", jednak wydarzenie godne osobnej notki :) Po przejściu z Tatkiem toru przeszkód, Zarazek postanowił zrobić to powtórnie. Całkiem SAM i bez niczyjej pomocy. Nasza dzielna dziewczynka, strasznie jestem z niej dumna :D I już mam pewność, że odwagi to Hania nie ma po mnie, ja bym tam za przysłowiowe chiny ludowe nie wlazła :)
Dawno nas tam nie było, ale pogoda była tak cudna, że szkoda było w pomieszczeniach siedzieć. Dziś za to ponad godzinę byliśmy i było super. No może pomijając fakt, że jakiś 5-latek nie chciał się bawić z Haniutkiem w domku, i dziewczynce strasznie przykro się z tego powodu zrobiło. I usteczka w podkówkę, i już prawie łezki poleciały, i tak stała jakby nie rozumiała o co chodzi właściwie i dlaczego ktoś ją przegania :( Strasznie mi się żal zrobiło tej naszej towarzyskiej córeczki... Ale niech chłopak żałuje.
Poniżej - tor przeszkód z Tatkiem :)
Bo nie ma znaczenia, czy deszcz pada czy słonko świeci. tak samo nie ma znaczenia, czy Zarazkowej Mamie chce się wyjść na dwór czy może akurat poczytałaby gazetę na przykład. Niezależnie od okoliczności spacer musi być. Bo Hanka bez spaceru jest - delikatnie mówiąc - trudna :) Więc lepiej się zmobilizować i na spacer z Dzieckiem wyjść :)