Marusia :D
Rodzinnie :)
Jak całuski to po równo tatusiowi i mamusi :)
Taaa...cała Hania :)
Bo tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nadać mu imię i pokochać...
Khmmm...demolka :)
i chodziarz - uciekinier :D
Jak w tytule. Pyszne były :) Uwagę zwraca sposób jedzenia, ale właściwie kto powiedział, że rączką nie wolno lodów jeść?
Lalę Hania uwielbia. Niestety mam wrażenie, że bez wzajemności :) Lala chyba nie lubi być aż TAK eksploatowana :) Podczas pobytu u Dziadków Zarazek wołał Lalkę przez sen i zaraz po otwarciu oczu :) Ostatnim hitem było samodzielne prowadzanie Lalki na smyczy. Prawda, jaka Hania dorosła z tą smyczą się wydaje? I taka poważna... No ale przecież wyprowadzanie pieska to bardzo poważne zadanie jest :)
Konsumpcja na stojąco. I koniec. Chociaż przyznać muszę, że stała sobie grzecznie i jadła, nawet nie próbowała biegać czy szaleć. Widocznie małe dziewczynki też czasem odmiany potrzebują :)
Czasem mimo ogromnych chęci coś się nie udaje :D
Dla porządku dodam, że podczas prób rozplątania nóżek Zarazkowe krzesełko straciło równowagę i Hanna przeżyła bliskie spotkanie z podłogą, niestety :/
Pogoda jednak plażowaniu średnio sprzyjała - wiało okropnie i mimo słonka zimno było. Dla Hani jednak taki wiar nic nie znaczył i płacz oczywiście był, że trzeba już z plaży wychodzić :)
W tle - Dar Młodzieży
Jednak nie było mowy o przymiarkach bez lusterka :) Całe szczęście, że u Babci lustro stoi na podłodze więc nie było problemu zdejmowania ze ściany :)
A buty się damie podobały.
Konkretnie - miłośniczka ślimaków ostatnio :) Nawet jak humorek dziewczynce nie dopisuje, wystarczy zaproponować szukanie ślimaków na trawie i już zły nastrój idzie w zapomnienie. Ślimakowi ze zdjęć Zarazek zapewnił doznania ekstremalne - skok bez spadochronu (i to kilka razy), ale w trawę było więc ślimak dzielnie zniósł ten trening i nawet na koniec różki wystawił :)
Aha, i Hania pokazuje, gdzie ślimak różki ma. Tylko nie wiedzieć czemu czapkę ściąga jak pokazuje :)
Chociaż właściwie słusznie - wszak ślimaki czapek nie noszą ;P