Hania mikołaje w tym roku uwielbia :) Więc kiedy zobaczyła mikołaja w sklepie zapragnęła go mieć. I szczerze powiem - nie myślałam, że tym małym zakupem sprawię dziecku tyyyyle radości :) Minęło już kilka dni, a Hania nadal rozmawia z mikołajem, opowiada, że piłkę jej przyniesie...A my mamy argument przetargowy w chwilach złości naszej dwulatki - przecież mikołaj przynosi prezenty tylko grzecznym dzieciom ;P
Bo tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nadać mu imię i pokochać...
sobota, 21 listopada 2009
środa, 18 listopada 2009
wtorek, 17 listopada 2009
szczepienie
Byłyśmy z Zarazkiem na szczepieniu ostatnio. Szczerze powiedziawszy troszkę się denerwowałam, bo na ostatnim byłyśmy kiedy Hania miała rok i bez reszty zajmował ją fakt możliwości zabawy telefonem taty/mamy - to był nasz sposób na zajęcie Hanki, skuteczny niezmiernie. No ale teraz to co innego - szłam z dwulatką co to ma własne zdanie, potrafi wrzeszczeć w niebogłosy i straciła lekko zainteresowanie zdobyczami techniki ;) Jakby tego było mało Zarazkowy Tato był w pracy i nie mógł iść z nami.
Ponieważ jestem zdania, że dziecko powinno wiedzieć o wszystkim co jego dotyczy, od rana zaczęłam opowiadać Hani jak to pójdziemy do pana doktora, który Hanię zbada, posłucha serduszka, gardełko obejrzy i takie tam. Najpierw była zdecydowanie na NIE. Słuchanie serduszka jeszcze ewentualnie, ale gardło pokazywać? Mowy nie ma! Postanowiłam więc potrenować z Hanią otwieranie buzi - ja zaglądałam jej, ona mnie, i jakoś powoli przekonała się i do tej części badania.
Otwieranie buzi trenowała dziewczynka dzielnie od ok. 9.00 do 12.30, kiedy to do gabinetu weszłyśmy. Jeszcze po drodze pokazywała, jak to będzie gardełko pokazywać :)
Weszłyśmy. Lekarz przywitał się z Zarazkiem, powiedział kilka miłych słów - pierwsze lody przełamane ;) Potem zaczął słuchać serduszka - luzik, Hania zadowolona. Potem...Odwrócił się na pięcie i poszedł sobie - koniec badania, można szczepić.
- Mimi, aaaa (tu Hania otworzyła buzię) pam nie... - powiedziała Hania zawiedziona
- Tak, nie oglądał pan doktor gardełka - odpowiedziałam bez sensu troszkę ;)
- A mam obejrzeć gardełko? - wtrącił się do naszej rozmowy lekarz
- Właściwie...Od rana dziecko uczyło się, jak otwierać buźkę do badania - odpowiedziałam
Lekarz wziął latareczkę, poprosił Hanię o otwarcie buzi. Dzieciak zachwycony i przeszczęśłiwy buźkę rozdziawił dokładnie tak, jak to trenował od rana. Potem, w bonusie, pan doktor mógł jeszcze podziwiać wyszczerzone Zarazkowe ząbki :)
Po badaniu Hania dostała naklejkę dzielnego pacjenta. Bez zająknięcia wystawiła ramionko do ukłucia, podczas zastrzyku nawet się nie poruszyła, nie skrzywiła, nie zamarudziła. A na koniec podziękowała: Uję. Z 10 razy napewno. widocznie jej się podobało :D
Z gabinetu wyszła mówiąc: "Tadammmm!" i dumnie prezentując swoją naklejkę :)
Moja dzielna córeczka :*
Ponieważ jestem zdania, że dziecko powinno wiedzieć o wszystkim co jego dotyczy, od rana zaczęłam opowiadać Hani jak to pójdziemy do pana doktora, który Hanię zbada, posłucha serduszka, gardełko obejrzy i takie tam. Najpierw była zdecydowanie na NIE. Słuchanie serduszka jeszcze ewentualnie, ale gardło pokazywać? Mowy nie ma! Postanowiłam więc potrenować z Hanią otwieranie buzi - ja zaglądałam jej, ona mnie, i jakoś powoli przekonała się i do tej części badania.
Otwieranie buzi trenowała dziewczynka dzielnie od ok. 9.00 do 12.30, kiedy to do gabinetu weszłyśmy. Jeszcze po drodze pokazywała, jak to będzie gardełko pokazywać :)
Weszłyśmy. Lekarz przywitał się z Zarazkiem, powiedział kilka miłych słów - pierwsze lody przełamane ;) Potem zaczął słuchać serduszka - luzik, Hania zadowolona. Potem...Odwrócił się na pięcie i poszedł sobie - koniec badania, można szczepić.
- Mimi, aaaa (tu Hania otworzyła buzię) pam nie... - powiedziała Hania zawiedziona
- Tak, nie oglądał pan doktor gardełka - odpowiedziałam bez sensu troszkę ;)
- A mam obejrzeć gardełko? - wtrącił się do naszej rozmowy lekarz
- Właściwie...Od rana dziecko uczyło się, jak otwierać buźkę do badania - odpowiedziałam
Lekarz wziął latareczkę, poprosił Hanię o otwarcie buzi. Dzieciak zachwycony i przeszczęśłiwy buźkę rozdziawił dokładnie tak, jak to trenował od rana. Potem, w bonusie, pan doktor mógł jeszcze podziwiać wyszczerzone Zarazkowe ząbki :)
Po badaniu Hania dostała naklejkę dzielnego pacjenta. Bez zająknięcia wystawiła ramionko do ukłucia, podczas zastrzyku nawet się nie poruszyła, nie skrzywiła, nie zamarudziła. A na koniec podziękowała: Uję. Z 10 razy napewno. widocznie jej się podobało :D
Z gabinetu wyszła mówiąc: "Tadammmm!" i dumnie prezentując swoją naklejkę :)
Moja dzielna córeczka :*
wtorek, 10 listopada 2009
słowniczek :)
- DÓ - dół
- DUDA - góra
- BOBA - bok :)
- SIUSIU - siusiu oczywiście
- JOJO - hejo (pozdrowienie teletubisiów)
- BABA ŁAŁA - babcia Marysia
- DIADIA ŁAŁA - dziadek Mietek
- BABA - babcia Lucynka
- DIADIA - dziadek Kaziu
babcia Marysia i dziadek Mietek mają pieska, w odróżnieniu od babci Lucynki i dziadka Kazia, i tak to sobie Hania dziadków "porozróżniała" :D
- DUDA - góra
- BOBA - bok :)
- SIUSIU - siusiu oczywiście
- JOJO - hejo (pozdrowienie teletubisiów)
- BABA ŁAŁA - babcia Marysia
- DIADIA ŁAŁA - dziadek Mietek
- BABA - babcia Lucynka
- DIADIA - dziadek Kaziu
babcia Marysia i dziadek Mietek mają pieska, w odróżnieniu od babci Lucynki i dziadka Kazia, i tak to sobie Hania dziadków "porozróżniała" :D
ciasteczka vol. 2 ;)
Zachęcone poprzednim kulinarnym sukcesem, postanowiłyśmy po raz kolejny ciasteczka upiec. Poniżej prezentujemy foto-przepis na ciasteczka z mlekiem modyfikowanym by Zarazek ;) (oryginalny przepis dostępny TU )
A, zdjęcia lekko nie aktualne ale to ze względu na ogarniającego mnie jesiennego mega lenia ;)
Nie przerywając ubijania wylizać rozsypany cukier ze stolika, niech się nie marnuje ;)
2 jajka wbić do miseczki...
...roztrzepać...
...po czym powoli dodawać do masła nie przerywając ubijania

Niech tam się ubija spokojnie, w międzyczasie można poszukać rozsypanego cukru pudru na stoliku i podłodze i zjeść go, oczywiście :)
Posprzątać miejsce pracy
Wsypać 2 szkl. mąki...
...i 1 łyżeczkę proszku do pieczenia

Ponownie posprzątać miejsce pracy :)
Dosypać 1/2 szkl mleka w proszku i 125 g posiekanej białej czekolady, wymieszać
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego i wyłożyć na blachę, lekko spłaszczyć (Hania preferowała "nieco" mocniejsze spłaszczanie ;P )
Piec w 200 st. przez 10 min, po wyjęciu studzić na kratce
Efekt rewelacyjny.
Smacznego!
A, zdjęcia lekko nie aktualne ale to ze względu na ogarniającego mnie jesiennego mega lenia ;)
Do miski włożyć 150 g miękkiego masła
...po czym wsypać 1/2 szkl. cukru pudru do masła
Ubić na jasną, puszystą masę
Nie przerywając ubijania wylizać rozsypany cukier ze stolika, niech się nie marnuje ;)
2 jajka wbić do miseczki...
...roztrzepać...
...po czym powoli dodawać do masła nie przerywając ubijania
Niech tam się ubija spokojnie, w międzyczasie można poszukać rozsypanego cukru pudru na stoliku i podłodze i zjeść go, oczywiście :)
Posprzątać miejsce pracy
Wsypać 2 szkl. mąki...
...i 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
Ponownie posprzątać miejsce pracy :)
Dosypać 1/2 szkl mleka w proszku i 125 g posiekanej białej czekolady, wymieszać
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego i wyłożyć na blachę, lekko spłaszczyć (Hania preferowała "nieco" mocniejsze spłaszczanie ;P )
Piec w 200 st. przez 10 min, po wyjęciu studzić na kratce
Efekt rewelacyjny.
Smacznego!
w kuchni czuje się jak ryba w wodzie :)
wymagająca to nasza córka nie jest za bardzo...
Ostatnio, z racji zbliżającego się grudnia, "wałkujemy" temat prezentów. Pytam:
- Co chciałabyś kochanie od mikołaja dostać?
- Opa! (piłkę) - odpowiada Hania po chwili namysłu
- No dobrze, piłeczkę, a może coś jeszcze? Może lalę?
- Nie, mama, łała nie. Uję, mam. (nie mamo, lalki nie chcę, dziękuję, już mam) - odpowiada Hania
- Ale mikołaj może przynieść coś jeszcze poza piłeczką. Puzzle może?
- Nie mama, uję, mam - odpowiada Hania zniecierpliwiona - Opa tiem. TI-A-TI-A! (piłkę chcę, i tu przeliterowała chyba, żebym dobrze zrozumiała i dała jej spokój ;) ) - Opa!
I koniec dyskusji. Nadmieniam, że piłkę oczywiście Hania też ma. Chyba z 7 różnych rozmiarów. Ale Hania piłki kocha po prostu :)
A tego posta pokażę Dziecku za jakieś 10 lat, kiedy będzie się domagała 5 pary butów albo kolejnej sukienki :P
- Co chciałabyś kochanie od mikołaja dostać?
- Opa! (piłkę) - odpowiada Hania po chwili namysłu
- No dobrze, piłeczkę, a może coś jeszcze? Może lalę?
- Nie, mama, łała nie. Uję, mam. (nie mamo, lalki nie chcę, dziękuję, już mam) - odpowiada Hania
- Ale mikołaj może przynieść coś jeszcze poza piłeczką. Puzzle może?
- Nie mama, uję, mam - odpowiada Hania zniecierpliwiona - Opa tiem. TI-A-TI-A! (piłkę chcę, i tu przeliterowała chyba, żebym dobrze zrozumiała i dała jej spokój ;) ) - Opa!
I koniec dyskusji. Nadmieniam, że piłkę oczywiście Hania też ma. Chyba z 7 różnych rozmiarów. Ale Hania piłki kocha po prostu :)
A tego posta pokażę Dziecku za jakieś 10 lat, kiedy będzie się domagała 5 pary butów albo kolejnej sukienki :P
wtorek, 3 listopada 2009
słowniczek :)
PUPA - pupa :)
YBA TAK/YBA NIE - chyba tak/chyba nie, ostatnio Hania odpowiada w ten sposób zamiast prostego tradycyjnego "tak/nie" :D
YBA TAK/YBA NIE - chyba tak/chyba nie, ostatnio Hania odpowiada w ten sposób zamiast prostego tradycyjnego "tak/nie" :D
poniedziałek, 26 października 2009
wieża
Zarazkowe gotowanie - chrupiące ciasteczka z płatków owsianych
Korzystając z rewelacyjnego, szybkiego i prostego przepisu podanego na
200 g miękkiego masła włożyć do miskitej stronce, natchnienie czerpiąc od Magdy i Toli, postanowiłyśmy upiec z Hanią ciasteczka. Wyszły przepysznie, zniknęły ekspresowo, tylko cudem udało mi się uratować po jednym dla wszystkich Haniutkowych Dziadków :) Poniżej przepis na rewelacyjne ciasteczka w wykonaniu Hani :D
zmiksować na puszystą masę
sprawdzić, czy Mama naprawdę wsypała cukier do szklanki
po czym dodać 3/4 szkl. cukru do masła nie przerywając miksowania
dodać 1 szkl. mąki...
... 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia...
...1/2 łyżeczki sody i szczyptę soli...
...oraz 2,5 szkl. płatków owsianych - miksować wszystko razem
zastanowić się, czy wszystkie składniki zostały wykorzystane i kto narobił takiego bałaganu ;)
sprawdzić, czy ciasto ma odpowiednią konsystencję
po czym posprzątać choć trochę :)
blachę wyłożyć papierem do pieczenia; z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego, spłaszczyć łyżką, układać na blasze w sporych odstępach
Piec ok. 14-17 min. w temp. 180 st. (do lekkiego zbrązowienia)
przed zdjęciem z blachy chwilę odczekać, po czym stwierdzić: "mimi, bleeee!"
Po chwili namysłu ponownie spróbować i zachwycić się efektem własnej pracy :D
SMACZNEGO!!!
SMACZNEGO!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










