Jak narazie na szczęście jedyny, jaki wymagał interwencji pani dentystki.
A Hania - luzik. Bardzo dzielna była. Chyba ja nadenerwowałam się bardziej stojąc obok i trzymając ją za rączkę.
Bo tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nadać mu imię i pokochać...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
sobota, 22 października 2011
Minął rok. Wojcieszek :)
To pewnie zabrzmi jak banał, ale naprawdę nie wiem kiedy ten czas minął - wydaje się, że jeszcze wczoraj czekaliśmy na jego narodziny :)
Wojtuś nadal ;) jest pogodnym i wesołym chłopcem. Lubi się śmiać, a w ostatnim czasie śmieje się również "do towarzystwa" - kiedy inni rechoczą. Chodzi coraz sprawniej, w miejscu które zna nie potrzebuje już asystentów tylko idzie gdzie ma ochotę - niestety ;P Wszędzie go pełno, jest wszystkiego ciekawy. Uwielbia otwierać szafki/szuflady - nawet kosztem przyciętych paluszków. No i wspina się, wspina, wspina... Kiedy ma chęć fajnie rozmawia. Nadal umie zająć się sobą na dłuższą chwilę, chociaż ostatnio coraz bardziej oczekuje towarzystwa. Kiedy postawi sobie jakiś cel - dąży do niego wytrwale, bardzo wytrwale. Jeśli czegoś chce - nie ma opcji NIE. Ostatnio odmowa wiąże się z wielką awanturą, już się "nie mogę doczekać" buntu dwulatka, cos mi się widzi że będzie ostro :) Bywa, że nie lubi się ubierać - w takich chwilach robi się mięciutki jak makaron i "spływa" na podłogę. A Hania - to jego największa idolka. Wystarczy, że pojawi się gdzieś obok, zrobi minę, wystawi język czy podskoczy - radości nie ma końca.
Fajnie jest - jeszcze gdyby tylko tyle nie chorował :/
Wojtuś nadal ;) jest pogodnym i wesołym chłopcem. Lubi się śmiać, a w ostatnim czasie śmieje się również "do towarzystwa" - kiedy inni rechoczą. Chodzi coraz sprawniej, w miejscu które zna nie potrzebuje już asystentów tylko idzie gdzie ma ochotę - niestety ;P Wszędzie go pełno, jest wszystkiego ciekawy. Uwielbia otwierać szafki/szuflady - nawet kosztem przyciętych paluszków. No i wspina się, wspina, wspina... Kiedy ma chęć fajnie rozmawia. Nadal umie zająć się sobą na dłuższą chwilę, chociaż ostatnio coraz bardziej oczekuje towarzystwa. Kiedy postawi sobie jakiś cel - dąży do niego wytrwale, bardzo wytrwale. Jeśli czegoś chce - nie ma opcji NIE. Ostatnio odmowa wiąże się z wielką awanturą, już się "nie mogę doczekać" buntu dwulatka, cos mi się widzi że będzie ostro :) Bywa, że nie lubi się ubierać - w takich chwilach robi się mięciutki jak makaron i "spływa" na podłogę. A Hania - to jego największa idolka. Wystarczy, że pojawi się gdzieś obok, zrobi minę, wystawi język czy podskoczy - radości nie ma końca.
Fajnie jest - jeszcze gdyby tylko tyle nie chorował :/
wtorek, 18 października 2011
Tadammmmm!
Byłam pewna, że Wojtuś jeszcze długo nie odważy się na samodzielne kroczki - raczkują potrafił dotrzeć tam, gdzie chciał. Od kilku dni dreptał po 2-3 kroczki od mamy do taty, dziś natomiast zaskoczył nas - stojąc przy kanapie odwrócił się, pomyślał chwilę i podreptał radośnie i dumnie :)
Jeszcze sporo nauki przed nim, ale skoro odważył się pójść sam coś mi się wydaje, że już niedługo będziemy za nim biegać na spacerach :)
Szelki muszę kupić jutro ;P
Jeszcze sporo nauki przed nim, ale skoro odważył się pójść sam coś mi się wydaje, że już niedługo będziemy za nim biegać na spacerach :)
Szelki muszę kupić jutro ;P
poniedziałek, 17 października 2011
dla Huberta - urodzinowo :)
A dla wytrwałych "oglądaczy" pod koniec filmiku - perełeczka: piosenka-powitanka, której Hania nauczyła się na niemieckim ;)
poniedziałek, 3 października 2011
Dinozaury
Obok Parku Dinozaurów przejeżdżamy zawsze wyjeżdżając poza miasto. Za każdym razem kiedy z daleka widzieliśmy figury dinozaurów, Hania dopominała się wizyty w tym miejscu. Dziś spełniło się marzenie naszej córeczki - postanowiliśmy skorzystać z (podobno) ostatniego tak ciepłego dnia i spędzić czas na łonie natury, w towarzystwie prehistorycznych gadów ;)
Przy okazji - aż trudno uwierzyć, że właśnie zaczął się październik, pogoda niemal letnia...
Początki - lekko nieśmiałe. Musieliśmy upewniać Hanię kilkukrotnie, że to tylko plastikowe zwierzęta i nie zrobią jej żadnej krzywdy. Hania szybciutko jednak rozbrykała się i już po chwili żądała zdjęć NA dinozaurach :)
A Wojtek? Przespał smacznie większą część wycieczki. I dobrze, jakiś marudny od wczoraj ;)
Przy okazji - aż trudno uwierzyć, że właśnie zaczął się październik, pogoda niemal letnia...
Początki - lekko nieśmiałe. Musieliśmy upewniać Hanię kilkukrotnie, że to tylko plastikowe zwierzęta i nie zrobią jej żadnej krzywdy. Hania szybciutko jednak rozbrykała się i już po chwili żądała zdjęć NA dinozaurach :)
A Wojtek? Przespał smacznie większą część wycieczki. I dobrze, jakiś marudny od wczoraj ;)
niedziela, 2 października 2011
Wojtek zaczyna nawiązywać męskie przyjaźnie :)
środa, 21 września 2011
4 lata, 1 miesiąc i 4 dni...
Dziś o rowerze będzie mowa.
Laufradem Hanka pomyka od jakichś 2 lat - ostatnimi czasy robiła nawet sztuczki polegające np. na machaniu nogami podczas jazdy ;)
Rower "z pedałkami" dostała na 3 urodziny. Radości było mnóstwo, jeździć też na nim lubiła. Bez wielkiej euforii, ale potrafiła domagać się wyciągnięcia roweru na spacer.
Jakiś miesiąc temu zażądała odkręcenia bocznych kółek - nie pamiętam teraz, co ją do tego skłoniło. Ostrzegałam, że nie będzie tak, że wsiądzie i pojedzie - niby przyjęła do wiadomości, jednak pierwsza próba nauki jazdy na 2 kółkach była delikatnie mówiąc porażką ;) Przez jakąś godzinę ja próbowałam wytłumaczyć Hance że nie upadnie, ona wyła i wrzeszczała na mnie bo z jednej strony nie czuła się pewnie, z drugiej jednak z roweru zejść nie chciała.
Wczoraj po dłuższej przerwie Hania ponowiła próby jazdy bez bocznych kółek - z opowiadania taty wiem, że z początku była taka sama tragedia jak za pierwszym razem, później Hania poczuła się nieco pewniej chociaż nie dawała rady prosto prowadzić kierownicy.
No ale ma jeszcze czas przecież...
Dziś Hania z tatą poszli do parku zbierać kasztany, zabrali też rower - Hania chciała ;)
Nie było ich jakąś godzinę z małym kawałkiem i proszę:
Tak oto Hanka, w 3 popołudnia, w wieku 4 lat, nauczyła się sama jeździć na rowerze.
I nie ma to-tamto, Hanka jeśli coś robi to na całego, więc nie tylko jeździ na wprost ale też skręca w obie strony, jeździ slalomem i omija przeszkody. Tylko ruszanie i hamowanie musi jeszcze opanować - ale to drobiazg :)
Strasznie jesteśmy dumni z naszej Dużej Córeczki. Ja szczególnie - sama nauczyłam się jeździć na rowerze gdzieś w wieku 8-9 lat, aż wstyd...
I tylko tato jakiś taki zmęczony ;) Się nabiegał chłopak z Hanusią :)
A, i kasztany też zdążyli pozbierać. Całą reklamówkę :)
Laufradem Hanka pomyka od jakichś 2 lat - ostatnimi czasy robiła nawet sztuczki polegające np. na machaniu nogami podczas jazdy ;)
Rower "z pedałkami" dostała na 3 urodziny. Radości było mnóstwo, jeździć też na nim lubiła. Bez wielkiej euforii, ale potrafiła domagać się wyciągnięcia roweru na spacer.
Jakiś miesiąc temu zażądała odkręcenia bocznych kółek - nie pamiętam teraz, co ją do tego skłoniło. Ostrzegałam, że nie będzie tak, że wsiądzie i pojedzie - niby przyjęła do wiadomości, jednak pierwsza próba nauki jazdy na 2 kółkach była delikatnie mówiąc porażką ;) Przez jakąś godzinę ja próbowałam wytłumaczyć Hance że nie upadnie, ona wyła i wrzeszczała na mnie bo z jednej strony nie czuła się pewnie, z drugiej jednak z roweru zejść nie chciała.
Wczoraj po dłuższej przerwie Hania ponowiła próby jazdy bez bocznych kółek - z opowiadania taty wiem, że z początku była taka sama tragedia jak za pierwszym razem, później Hania poczuła się nieco pewniej chociaż nie dawała rady prosto prowadzić kierownicy.
No ale ma jeszcze czas przecież...
Dziś Hania z tatą poszli do parku zbierać kasztany, zabrali też rower - Hania chciała ;)
Nie było ich jakąś godzinę z małym kawałkiem i proszę:
Tak oto Hanka, w 3 popołudnia, w wieku 4 lat, nauczyła się sama jeździć na rowerze.
I nie ma to-tamto, Hanka jeśli coś robi to na całego, więc nie tylko jeździ na wprost ale też skręca w obie strony, jeździ slalomem i omija przeszkody. Tylko ruszanie i hamowanie musi jeszcze opanować - ale to drobiazg :)
Strasznie jesteśmy dumni z naszej Dużej Córeczki. Ja szczególnie - sama nauczyłam się jeździć na rowerze gdzieś w wieku 8-9 lat, aż wstyd...
I tylko tato jakiś taki zmęczony ;) Się nabiegał chłopak z Hanusią :)
A, i kasztany też zdążyli pozbierać. Całą reklamówkę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















