piątek, 11 marca 2011

rodzeństwo się bawi

Bardzo lubię ich obserwować podczas "wspólnej" zabawy.
Hanię - która musi jakiś milion razy pocałować, pogłaskać i przytulić Wojtka.
I Wojtka, która rozgląda się za siostrą, czasem głośno domaga się jej uwagi i nie spuszcza jej z oczu (szczególnie gdy Hania założy czerwoną bluzkę ;) )

Ciekawe, czy równie fajnie będą się bawili kiedy Wojtek będzie raczkował i zabierał Haniutkowe zabawki ;)






Posted by Picasa

mała pchła :D

Ależ oczywiście, jestem pewna że gdy wychodziłam z pokoju, zostawiłam Wojtka z główką na poduszce.



Tak samo jak jestem pewna tego, że jeszcze chwilkę wcześniej leżał grzecznie na samym środku maty.




Mała pchła. Nigdy nie wiadomo, gdzie będzie się znajdował po powrocie :)
Posted by Picasa

kuchenne rewolucje

- Co Pani sobie sce?
- Chciałabym ziemniaczki, mięsko i surówkę.
- Nie ma męska. Ani sulówki. Ziemniacków tez nie ma. Mafefka jest. I gosek. Mafefka z goskiem jest tylko. Bo ja lubię baldzo mafefkę z goskiem. No.


Oj, chyba przydałaby się interwencja Magdy Gessler ;P





a zęby idą...

... i męczą dziecko. Czasem zastanawiam się, jak on mieści w takiej małej buźce niemal całą piąstkę ;)


Posted by Picasa

bo kto powiedział, że przytulanka ma być mięciutka i milutka?

Posted by Picasa

wtorek, 22 lutego 2011

miniony tydzień

W minionym tygodniu prowadziliśmy bardzo uregulowany tryb życia. Z rozpiską.




Chorował Wojtek, Hania i tato. Mnie jakoś ominęło - na szczęście.
Teraz już wychodzimy na prostą. Hania od wczoraj w przedszkolu, tato jutro wraca do pracy po zwolnieniu, Wojtek jeszcze lekko pokasłuje.




Wiosno, przybywaj!!!!!

środa, 16 lutego 2011

z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

Czekamy w przychodni na wizytę u pediatry.
- Mamusia, a jest tu ubikaścia? [ubikacja] - pyta Hania
- Jest kochanie, zobacz, tam gdzie na drzwiach jest naryzowana pani w sukience - odpowiadam

Hania po chwili na,ysłu:
- Mamusia, to musimy posukać innej ubikaści bo ja nie mam sukienki tylko podnie...

:)

piątek, 11 lutego 2011

wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Kiedyś - zanim urodził się Wojtek - Hania co piątek nocowała u babci i dziadka. Bardzo to lubiła i czekała z niecierpliwością dopytując się, kiedy już piątek będzie.
Po narodzinach Wojtka Hania zrobiła się bardzo rodzinna. Najlepiej kiedy jest Hania, Wojtek, mamusia i tatuś - wtedy można robić wszystko, wszędzie iść, wszędzie spać. Chociaż nawet w komplecie, najlepsze spanie jest we własnym domku i własnym łóżeczku.

Narodziła się więc nowatradycja od kilku tygodni: w piątek Hanię odbiera z przedszkola babcia, idą razem do domu, robią sobie co tam mają ochotę i wieczorem idziemy po nią i wracamy do naszego domu.
Dziś miało być nieco inaczej - Hania stwierdziła, że chce u babci i dziadka spać. Chce - proszę bardzo. Do jutra córeczko, będziemy rano - i po sprawie :)

21.20 - telefon z numeru babci i dziadka. Myślałam, że babcia chce zdać relację jak tam sobie radziły. Odbieram, a w słuchawce szloch
- Mamu-u-usiu, ja chcę do do-o-omku mojego, buuu... - Hania jednak zmieniła zdanie ;) A więc tatuś w samochód i po córeczkę pojechał

To by było na tyle w temacie nocowania u babci i dziadka. Było fajnie do momentu, w którym należało położyć się do łóżka.
Chyba jednak zostaniemy przy piątkowych popołudniach, bez opcji noclegu. Przynajmniej narazie :)

Swoją drogą - i tak tatuś miał luzik, musiał po dziecko jechać jakieś 2 km. Dziadek Kazik jechał odebrać mnie z kolonii (miałam koło 8 lat) na drugi koniec Polski, do Bielawy :) Też mi się stęskniło ;P
Chyba przywiązanie do rodziny i tęsknotę za domem mamy w genach. Babcia podobno była taka sama.

Eh... ;)

sobota, 5 lutego 2011

ćwiczenia na macie

Ostatnio nareszcie zaczęłam bardziej pilnować, żeby Wojtek częściej spędzał czas "w parterze" - już widać pierwsze efekty: chętniej leży na brzuszku, lepiej trzyma głowę, próbuje się obracać z pleców na brzuszek oraz na boki, nawet kilka razy udało mu się fiknąć z brzuszka na plecy - co spowodowało ogromne zaskoczenie :) Tak więc Wojtek ćwiczy dzielnie







Czym jednak byłyby ćwiczenia bez Starszej Siostry?
Tym razem Hania nie położyła się obok Wojtka tylko stała sobie nad nim z nożyczkami i gazetą.





- Haniu, a co Ty robisz, kochanie? - spytałam po dłuższym przyglądaniu się, jak Hania tnie gazetę na kawałki
- Lobię śnieg dla Wojtka, mamusia - uświadomiło mnie dziecko

No tak...
Posted by Picasa

i tak usnął w oczekiwaniu na kolację...

Posted by Picasa

nasze dzieci :)

"Byli sobie raz
siostrzyczka i brat.
Kochali się jak
makówka i mak..."







Posted by Picasa

spaliśmy u babci Lucynki

Tato musiał wyjechać a my postanowiłyśmy z Hanią, że zanocujemy u babci. Wszyscy - Hania, mama, Wojtek.
Zanocowaliśmy więc.




Hania jednak nawet przez sen próbowała się ewakuować z łóżka. Do naszego domu chyba ;)


jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach, w promieniach słonecznych...

Chociaż jeszcze zimno już czuć wiosnę w powietrzu powoli

Posted by Picasa

spryciara

Hania, odkąd poszła do przedszkola i nabrała chęci do samodzielnego ubierania się, zmienia strój jakiś milion razy dziennie ;) Zmiany te wiążą się oczywiście z porozrzucanymi na podłodze (w ferworze komponowania stroju) ubraniami.


Poprosiłam Hanię, żeby posprzątała ubrania z podłogi.
- Poukładaj kochanie na półce spodenki do spodenek i bluzeczki do bluzeczek
- Dobla, mamusia
- Haniu, tylko ubrania mają leżeć na półkach a nie na łóżku czy w zamku
- Tak mamusia, poukładam do safki - zapewniło mnie dziecko



Po jakiejś dłuższej chwili Hania woła mnie:
- Mamusia, chodź zobac jak penkie pospątałam!

Poszłam. Widok był rzeczywiście porażający - w pozytywnym znaczeniu oczywiście. Wszystkie rzeczy zniknęły z podłogi, nie było ich w zamku ani na łóżku

- Penkie, mamusia? - dopytywało dziecko

Oczywiście pochwaliłam, wycałowałam, Hania pękała z dumy.





Następnego dnia rano Hania z tatą poszli do przedszkola, ja natomiast chciałam otworzyć okno w Zarazkowym pokoju. Podchodzę do parapetu i....Tadammmm!






Wszystkie rzeczy, które Hania wczoraj posprzątała, leżały sobie grzecznie ukryte za zamkiem :D
Nie, nawet się nie złościłam - sytuacja rozbawiła mnie niezmiernie. W sumie racja - mówiłam, że ubrania nie mogą być na łóżku ani w zamku, o tym że nie mogą leżeć ZA zamkiem nie wspomniałam ani słowem :)


Nasza mała spryciara :D
Posted by Picasa

piątek, 4 lutego 2011

z ukrytej kamery

No, może raczej z ukrytego aparatu ;)
Jak by nie było, bardzo mnie to zdjęcie rozczula :)


z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

Hania opowiada:
- I jak idełam lano do peskola...
- Szłaś, Haniu - poprawiam
- Nie.
- Ależ tak, szłaś, nie idełaś
- Nie idełam. Jechałam pecieś samochodem

W sumie racja - jechała :)

czwartek, 27 stycznia 2011

największa obelga...

...dla Hani to nazwanie jej MAŁĄ dziewczynką/przedszkolaczkiem/dzieckiem/Ekoludkiem. Obraża się wtedy i buntuje:
- Ja nie jestem mała, jestem DUZA!

I mało jest w stanie tak zmobilizować ją do wykonania czynności, której odmawia. Wystarczy powiedzieć:
- Przecież Hania jest mała i nie potrafi... (umyć rąk/wydmuchać noska/posprzątać zabawek - zależnie od sytuacji) - zaraz biegnie i robi to, o co się ją prosi

Czasem wynikają z tego zabawne sytuacje.
Pewnego razu Hania nie odstępowała mnie na krok, chodziła za mną wszędzie
- Ty mały smrodzie, przestań wreszcie za mną chodzić! - mówię ze śmiechem
- Nie jestem mały smlód - odpowiada Hania oburzona.
A po chwili dodaje:
- Jestem duzy smlód!


Dziś weszłyśmy do piekarni. Hania długo przygląda się wyłozonym ciastkom róznego rodzaju po czym wskazuje na największe pączku przełozone bitą śmietaną:
- Mamusiu, kupiś mi takie ciastko? Plose...

Nie zdążyłam odmówić, kiedy odezwała się jakaś kobieta stojąca nieopodal:
- Ale Ty jesteś jeszcze malutka, tam są takie malutkie ciasteczka dla Ciebie...

Hani spojrzenie w tym momencie - bezcenne. Gdyby wzrok mógł zabijać owa niczemu nie winna kobieta najpewniej padłaby życia na podłogę.
Taka zniewaga - nazwać Hanię małą dziewczynką.

Aż tacie się żaliła, że pani w sklepie tak ją obraziła ;)

środa, 26 stycznia 2011

nowy imidż ;)

Kiedyś czesanie wszelkiego rodzaju kucyków czy warkoczyków było przez Hanię pożądane - a już w najgorszym wypadku akceptowane. W ostatnim czasie jednak dziewczynka straciła chęci na jakiekolwiek poza czesaniem i ewentualnie czasem zapięciem jakiejś spineczki, zabiegi dotyczące włosów.
Dziś więc podjęłyśmy kroki radykalne i poszłyśmy do fryzjera pozbyć się problemu ;)
Hania zadowolona, już po południu chwaliła nową fryzurę mówiąc, że jak teraz założy szalik to nareszcie włosy nie będą jej pod szalikiem przeszkadzały.
Tato był przeciwny ale ostatecznie decyzję dziewczyn zaakceptował

A mnie się też podoba :)



Posted by Picasa

piątek, 21 stycznia 2011

z okazji Dnia Babci i Dziadka :)

niedźwiedź po szczepieniu :)

Pierwsze Wojtka szczepienie - przez szpital nam się tak wszystko opóźniło :/ Był bardzo dzielny a płakał tylko dlatego, że chciało mu się spać ;)

Dla porządku:

Wojtek, 2,5 m-ca
waga: 5410
wzrost: 60 cm

Przy urodzeniu 3080 i 52 cm, najniższa waga 2920

Przybiera chłopak prześlicznie :)

Posted by Picasa

sobota, 15 stycznia 2011

taka hojna

Hania poszła z babcią do sklepu. Stoją przy kasie, pani kasjerka skasowała zakupy i podała kwotę do zapłaty
- Babcia, zostaw, ja zapłacę! - zaprotestowała kiedy babcia wyciągnęła portfel i płacąc całe 90 groszy.
Trafiła niemal idealnie, "końcówka" do zapłaty była 84 grosze więc dziewczynka dostałą jeszcze 6 groszy reszty.

Po wyjściu ze sklepu:
- Masz, babcia, pupiś [kupisz] sobie coś - stwierdziła Hania dając babci do ręki... resztę ze sklepu czyli całe 6 groszy :D

Ale w sumie gest się liczy ;)

Babcia jeszcze nie zdecydowała na co wyda swoje kieszonkowe ;)


A poza tym w przedszkolu ospa. Czekamy więc jak to się u nas skończy i uważniej obserwujemy dzieci pod kątem ewentualnej wysypki. Hania szczepiona ale o Wojtka się boję :/

czwartek, 13 stycznia 2011

ale było śmiesznie!

2 miesiące, 3 tygodnie, 1 dzień - pierwszy głośny śmiech :)

poniedziałek, 10 stycznia 2011

ważna rozmowa

- Mamo, poziciś mi twój telefon, zadzwonię do Teleski - zagaduje Hania kilka dni temu
- Do jakiej Tereski? - dopytuję bo żadnej Tereski w rodzinie nie mamy
- No nie wies? Do pani Teleski z pedśkola! Mamo, daj mi numel do Teleski bo musę zadzwonic! - no rzeczywiście, p. Tereska to ulubiona Hani pani z przedszkola, ale co ją tak na telefon naszło?
- Ale ja nie mam numeru do pani Tereski - przyznaję się nieśmiało ;)
- Nie mas numelu do Teleski?!? - no właściwie numer do Tereski powinnam znać wybudzona w środku nocy, też się dziwię, że go nie znam ;P
- O matko... - dodała głęboko wzdychając
- Jak będziesz jutro w przedszkolu to poproś panią Tereskę, może da ci swój numer telefonu żebyś mogła zadzwonić
- Hmm...No tak...Mamo, daj mi twój telefon, zadzwonię tak na zalty...[na żarty]
- Halo, Telesa? Tu Hania mówi. Tak. Tak. Nie, juto się spotkamy. No to pa. Nalazie.

Taka to była właśnie ważna rozmowa :)

czwartek, 6 stycznia 2011

przeobrażenie

ze stadium kurczaka............... do stadium kluski :)
09.11.2010 r. ........................... 03.01.2011 r
Posted by Picasa

wtorek, 4 stycznia 2011

trzylatek jeszcze nie rozumie ironii ;)

Nasz samochód jest chwilowo niesprawny, natomiast Hania od pewnego czasu ma fazę leniuszka - nie chce się jej chodzić na nózkach, najchętniej wszędzie jeździłaby samochodem/autobusem.
Dziś po południu wybierała się z tatą na rytmikę (jakieś 200 m od domu)
- Tata, ale jedziemy samochodem? - dopytuje
- Może jeszcze hulajnogą? - odpowiada tato lekko zniecierpliwiony koniecznością tłumaczenia po raz kolejny że auto niesprawne
- Ale tata, nie ma hulajnogi, jest schowana w piwnicy! -informuje Hania z pełną powagą :)