Bo tylko dziecko potrafi wbić patyk w ziemię, nadać mu imię i pokochać...
niedziela, 28 listopada 2010
nasze dwa dzidziusie :)
- Haniu, podejdź tu proszę
- Nie jestem Hania, jestem dzidzia! - odpowiada Hania z udawanym oburzeniem
Nasza córka przechwyciła 2 smoczki, których młodzież nie używa, w takich momentach ciągnie smoka z zapałem, raczkuje po podłodze oraz "gaworzy"
Co najśmieszniejsze - w dzieciństwie mimo moich najszczerszych chęci Hania smoczków nie tolerowała i nigdy nie nauczyła się z nich korzystać. Raczkowała też niezbyt długo, najpierw zaczęła chodzić przy meblach/trzymana za rączki, potem na bardzo krótko przyszedł etap raczkowania. Jak widać teraz nadrabia "straty" dziewczynka :)
- Nie jestem Hania, jestem dzidzia! - odpowiada Hania z udawanym oburzeniem
Nasza córka przechwyciła 2 smoczki, których młodzież nie używa, w takich momentach ciągnie smoka z zapałem, raczkuje po podłodze oraz "gaworzy"
Co najśmieszniejsze - w dzieciństwie mimo moich najszczerszych chęci Hania smoczków nie tolerowała i nigdy nie nauczyła się z nich korzystać. Raczkowała też niezbyt długo, najpierw zaczęła chodzić przy meblach/trzymana za rączki, potem na bardzo krótko przyszedł etap raczkowania. Jak widać teraz nadrabia "straty" dziewczynka :)
Ehh...
Przyszła zima, wyciągnęłam więc z szafy czapkę i szalik. Ubrałam się w ten zestaw wychodząc z Hanią i Wojtkiem na spacer.
- Mamo, dejmij tą tapkę, wyglądasz jak stala babcia (?!) - rzekło moje starsze dziecko z krytyką w głosie
Zdjęłam. I oddałam babci Lucynce. Muszę sobie nowy zestaw na tą zimę kupić ;)
- Mamo, dejmij tą tapkę, wyglądasz jak stala babcia (?!) - rzekło moje starsze dziecko z krytyką w głosie
Zdjęłam. I oddałam babci Lucynce. Muszę sobie nowy zestaw na tą zimę kupić ;)
miesiąc
Czas płynie... Niedawno Wojtek skończył miesiąc.
I jest zupełnie inny niż Hania w jego wieku.
Korzystamy ze smoczka - z umiarem, ale Wojtek go akceptuje. Zasypia sam w łóżeczku lub na leżaczku, chociaż zdecydowanie fajniej jest z mamą lub tatą :) Kiedy jest najedzony nie ma też problemu by poleżał sobie sam w łóżeczku/na leżaczku, rozgląda się wtedy, a kiedy już mu się dłuży - woła. Zaczyna się interesować karuzelą zawieszoną nad łóżeczkiem. Jest silnym chłopcem, dźwiga główkę leżąc na brzuszku. Nie wiem na ile to możliwe ale chyba zaczyna gaworzyć? Kiedy śpi nie przeszkadzają mu hałasy, przespał nawet wrzaski Hani :) Do wózka można odłożyć go nie śpiącego, rozgląda się wtedy i nasłuchuje, po czym zasypia. Śpi dopóki rusza się wózek - nawet w miejscu :) Zajada mleczko z piersi, jak narazie nie wymaga dokarmiania. Ważony był w wieku 3 tygodni i od najniższej wagi w szpitalu przybrał przez ten czas 580 g - czyli fajnie :)
Dla małego porównania - Hania tolerowała raczej tylko ręce rodziców, w domu musiała panować niemal absolutna cisza, do wózka trzeba było wkładać ja kiedy usnęła bo inaczej był jeden wielki wrzask ;) No i spacery tylko po cichych rejonach miasta, wybudzało ją nawet szczekanie psa czy tupot końskich kopyt po asfalcie :) Tylko główkę unosiła tak szybko jak Wojtek.
A niby dwoje dzieci tych samych rodziców - ciekawe czy dalej też będą się tak pięknie różnić. Nasze szkraby kochane :*
I jest zupełnie inny niż Hania w jego wieku.
Korzystamy ze smoczka - z umiarem, ale Wojtek go akceptuje. Zasypia sam w łóżeczku lub na leżaczku, chociaż zdecydowanie fajniej jest z mamą lub tatą :) Kiedy jest najedzony nie ma też problemu by poleżał sobie sam w łóżeczku/na leżaczku, rozgląda się wtedy, a kiedy już mu się dłuży - woła. Zaczyna się interesować karuzelą zawieszoną nad łóżeczkiem. Jest silnym chłopcem, dźwiga główkę leżąc na brzuszku. Nie wiem na ile to możliwe ale chyba zaczyna gaworzyć? Kiedy śpi nie przeszkadzają mu hałasy, przespał nawet wrzaski Hani :) Do wózka można odłożyć go nie śpiącego, rozgląda się wtedy i nasłuchuje, po czym zasypia. Śpi dopóki rusza się wózek - nawet w miejscu :) Zajada mleczko z piersi, jak narazie nie wymaga dokarmiania. Ważony był w wieku 3 tygodni i od najniższej wagi w szpitalu przybrał przez ten czas 580 g - czyli fajnie :)
Dla małego porównania - Hania tolerowała raczej tylko ręce rodziców, w domu musiała panować niemal absolutna cisza, do wózka trzeba było wkładać ja kiedy usnęła bo inaczej był jeden wielki wrzask ;) No i spacery tylko po cichych rejonach miasta, wybudzało ją nawet szczekanie psa czy tupot końskich kopyt po asfalcie :) Tylko główkę unosiła tak szybko jak Wojtek.
A niby dwoje dzieci tych samych rodziców - ciekawe czy dalej też będą się tak pięknie różnić. Nasze szkraby kochane :*
piątek, 19 listopada 2010
dziecięca szczerość
Siedziałyśmy z Hanią i spadła mi na podłogę gazeta. Schylam się, żeby ją podnieść.
- Mama, nie, ja podam, ty maś jeście duzi busiek!
Że niby mam jeszcze duży brzuszek ;P Na nic tłumaczenia że jednak nie do końca :)
I znowu mnie córka sprowadziła na ziemię. Czas się zapisać na jakiś aerobik czy coś... ;P
- Mama, nie, ja podam, ty maś jeście duzi busiek!
Że niby mam jeszcze duży brzuszek ;P Na nic tłumaczenia że jednak nie do końca :)
I znowu mnie córka sprowadziła na ziemię. Czas się zapisać na jakiś aerobik czy coś... ;P
Hania - fotograf
Hania wprost uwielbia robić zdjęcia. Najlepiej moim aparatem - mimo tego, że ma własny, jednak taki "dorosły" jest naj naj naj.
Przyznać muszę, że ma rękę do tych zdjęć :) Czasem gubi perspektywę, jednak czego oczekiwać jeśli ma się tylko metr wzrostu ;P
Poniżej - próbka Zarazkowych dzieł
Przyznać muszę, że ma rękę do tych zdjęć :) Czasem gubi perspektywę, jednak czego oczekiwać jeśli ma się tylko metr wzrostu ;P
Poniżej - próbka Zarazkowych dzieł
- Haniu, ale teraz chyba troszkę mamę ucięłaś?
- Eeee...Nie, tylko tosiećkę. Ale Wojtuś jest cały!
Oj tak - czas poznać swoje miejsce w rodzinnej hierarchii ;)
co robią nasze dzieci nocą...
z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)
- Haniu, a gdzie pracuje mama?
- Mama nie pacuje, nie musi juś (!) - zaznaczam, że na emeryturze nie jestem ;P
- A kiedy jeszcze chodziła mama do pracy to gdzie pracowała?
- W pitalu [szpitalu]
- A tato gdzie pracuje?
Hania po dłuższym zastanowieniu:
- W pacy!
- Mama nie pacuje, nie musi juś (!) - zaznaczam, że na emeryturze nie jestem ;P
- A kiedy jeszcze chodziła mama do pracy to gdzie pracowała?
- W pitalu [szpitalu]
- A tato gdzie pracuje?
Hania po dłuższym zastanowieniu:
- W pacy!
czas zacząć uważać na słowa
Na te wypowiadane w obecności Hani ;)
Jakiś czas temu rozmawiałam z Zarazkowym tatą o tym, że niektóre dzieci w Hani wieku mają bardzo brzydkie ząbki. U Hani w grupie też jest taka dziewczynka - tato próbował sobie jej imię przypomnieć i przewinęło się jakoś imię Krysia (też Hani koleżanka). Hania była w pobliżu zajęta zabawą (tak nam się wydawało przynajmniej)
Następnego dnia po tej rozmowie tato odbiera Hanię z przedszkola, dziewczynka w szatni opowiada:
- Tata, ja powiedziałam Kisi ze musi myć ząbki, ale ona mówi ze myje ząbki, wieś tata?
Nadmienię, że Krysia z mamą siedziały obok ;)
No to mamy nauczkę - przyszła era "gumowego ucha" co to niby nie słyszy a wszystko przyswoi :) Szkoda że nie słyszy kiedy prosimy o poskładanie swoich rzeczy do szafki ;P
Jakiś czas temu rozmawiałam z Zarazkowym tatą o tym, że niektóre dzieci w Hani wieku mają bardzo brzydkie ząbki. U Hani w grupie też jest taka dziewczynka - tato próbował sobie jej imię przypomnieć i przewinęło się jakoś imię Krysia (też Hani koleżanka). Hania była w pobliżu zajęta zabawą (tak nam się wydawało przynajmniej)
Następnego dnia po tej rozmowie tato odbiera Hanię z przedszkola, dziewczynka w szatni opowiada:
- Tata, ja powiedziałam Kisi ze musi myć ząbki, ale ona mówi ze myje ząbki, wieś tata?
Nadmienię, że Krysia z mamą siedziały obok ;)
No to mamy nauczkę - przyszła era "gumowego ucha" co to niby nie słyszy a wszystko przyswoi :) Szkoda że nie słyszy kiedy prosimy o poskładanie swoich rzeczy do szafki ;P
niedziela, 7 listopada 2010
nasza modelka :)
Tak się wystroiła specjalnie dla babci - na kawkę z tatą szli :)
Bo ostatnio już nie ma nawet dyskusji jeśli chodzi o strój - albo się Hania ubiera w to, co sobie wymyśliła, albo zaczyna się awantura :) Zwykle zostaje to, co sobie sama wybrała - a niech decyduje, proszę bardzo. No, chyba że wymyśli krótkie spodnie i letnią bluzkę, wtedy interweniujemy
Bo ostatnio już nie ma nawet dyskusji jeśli chodzi o strój - albo się Hania ubiera w to, co sobie wymyśliła, albo zaczyna się awantura :) Zwykle zostaje to, co sobie sama wybrała - a niech decyduje, proszę bardzo. No, chyba że wymyśli krótkie spodnie i letnią bluzkę, wtedy interweniujemy
pierwsze występy w przedszkolu
Hani grupa w przedszkolu obchodziła Tydzień Marchewki :) Na zakończenie zorganizowano wspólne zajęcia dla dzieci i rodziców oraz mini-występy Maluszków.
Dzieci były wspaniałe, zabawa świetna - robiliśmy ludziki z marchewek. Wzruszyłam się kiedy popatrzyłam na moją bawiącą się i śpiewającą córeczkę. A pod koniec listopada ma się odbyć Pasowanie na Przedszkolaka - chyba muszę sobie przygotować zapas chusteczek bo to będzie dopiero wzruszające wydarzenie :)
Dzieci były wspaniałe, zabawa świetna - robiliśmy ludziki z marchewek. Wzruszyłam się kiedy popatrzyłam na moją bawiącą się i śpiewającą córeczkę. A pod koniec listopada ma się odbyć Pasowanie na Przedszkolaka - chyba muszę sobie przygotować zapas chusteczek bo to będzie dopiero wzruszające wydarzenie :)
z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)
Hania coś tam przeskrobała i została odesłana do swojego pokoju. Kilka razy próbowała ominąć naszą decyzję i wchodziła do naszego pokoju, za każdym razem była odprowadzana z powrotem do siebie. Za którymś kolejnym razem kiedy tato poprosił Hanię o wyjście do swojego pokoju, usłyszeliśmy jak ze złością komentuje do siebie:
- I znowu to samo!
Się dziewczynka zniecierpliwiła ;P
- I znowu to samo!
Się dziewczynka zniecierpliwiła ;P
niedziela, 31 października 2010
Starsza Siostra
Kiedy wróciliśmy ze szpitala i Hania zobaczyła Wojtka po raz pierwszy była zawstydzona, onieśmielona, podeszła do niego z ogromną rezerwą. Z dnia na dzień nabierała śmiałości i teraz jest tak, jakby Wojtek był z nami od zawsze.
Nie ukrywam, że bardzo obawiałam się reakcji Hani na nowego członka rodziny - jak się okazało niepotrzebnie. Z jednej strony - staramy się poświęcić Hani maksimum naszej uwagi i czasu. Z drugiej strony - Hania chyba naprawdę bardzo kocha brata i cieszy się z jego narodzin. Praktycznie ciągle dotyka Wojtka, głaszcze go, przytula się do niego, biega do pokoju sprawdzić, czy śpi i czy wszystko jest w porządku, całuje, podaje smoczek (czy mały chce czy nie ;) ), budzi (Wojtek, nie śpimy już, pobudka!), pomaga w kąpaniu (do Hani należy mycie stópek i plecków ;) ), zabawia gdy Wojtek płacze... Nie zliczę mówionych słodziutkim głosikiem:
Wojtuś, ,nasz malutki; dzidzia nasza kochana; patrz na mnie Wojtusiu, patrz, to ja, Hania; ja pójdę, ja (mały płakał akurat), przecież jestem starszą siostrą!
Jest wspaniale :)
Ciekawe czy będzie tak nadal, kiedy Wojtek zacznie się przemieszczać i mieszać w Hani rzeczach ;P
Nie ukrywam, że bardzo obawiałam się reakcji Hani na nowego członka rodziny - jak się okazało niepotrzebnie. Z jednej strony - staramy się poświęcić Hani maksimum naszej uwagi i czasu. Z drugiej strony - Hania chyba naprawdę bardzo kocha brata i cieszy się z jego narodzin. Praktycznie ciągle dotyka Wojtka, głaszcze go, przytula się do niego, biega do pokoju sprawdzić, czy śpi i czy wszystko jest w porządku, całuje, podaje smoczek (czy mały chce czy nie ;) ), budzi (Wojtek, nie śpimy już, pobudka!), pomaga w kąpaniu (do Hani należy mycie stópek i plecków ;) ), zabawia gdy Wojtek płacze... Nie zliczę mówionych słodziutkim głosikiem:
Wojtuś, ,nasz malutki; dzidzia nasza kochana; patrz na mnie Wojtusiu, patrz, to ja, Hania; ja pójdę, ja (mały płakał akurat), przecież jestem starszą siostrą!
Jest wspaniale :)
Ciekawe czy będzie tak nadal, kiedy Wojtek zacznie się przemieszczać i mieszać w Hani rzeczach ;P
prawie jak na wakacjach ;)
3 kilo szczęścia czyli nareszcie w komplecie :)
22 października o godz. 8.43 urodził się Wojtuś, nasz malutki chłopczyk. Z tym "malutkim" wcale nie przesadzam - po urodzeniu miał 52 cm i ważył 3080 g, przy wyjściu ze szpitala ważył niecałe 3 kg :)
Na początku wystraszył nas troszeczkę jednak dość szybko doszedł do formy.
Jak narazie - żeby nie zapeszyć -Wojtek jest ideałem noworodka ;) Budzi się na jedzenie co 2-3 godziny, mam czas zrobić obiad (i zjeść, co przy Hani było nie lada wyczynem :) ), poprasować, poczytać, pooglądać telewizję, nie przeszkadzają mu głośne rozmowy czy śmiech podczas zabawy z Hanią, co nie ukrywam bardzo ułatwia nam życie ;P
Tak więc nasza rodzina zaczęła nowy rozdział - jest nas czworo.
Nareszcie.
Na początku wystraszył nas troszeczkę jednak dość szybko doszedł do formy.
Jak narazie - żeby nie zapeszyć -Wojtek jest ideałem noworodka ;) Budzi się na jedzenie co 2-3 godziny, mam czas zrobić obiad (i zjeść, co przy Hani było nie lada wyczynem :) ), poprasować, poczytać, pooglądać telewizję, nie przeszkadzają mu głośne rozmowy czy śmiech podczas zabawy z Hanią, co nie ukrywam bardzo ułatwia nam życie ;P
Tak więc nasza rodzina zaczęła nowy rozdział - jest nas czworo.
Nareszcie.
czwartek, 21 października 2010
czekamy...
Jutro o tej porze Hania będzie już pełnoprawną Starszą Siostrą :) Małego Wojtusia powitać mamy jutro rano. Narazie Hania z Tatą w domu składają meble dla brata, będą jeszcze musieli jakoś je porozstawiać w pokoju w którym nic nie chce się zmieścić, a Mama z młodzieżą w brzuszku poleguje w szpitalu i nudzi się przeokropnie. I tęskni za resztą rodziny.
Prosimy o kciuki za pomyśny przebieg narodzin Najmłodszego w Rodzinie :)
A Wojcik według dzisiejszego badania przy przyjęciu do szpitala waży ok. 3550 g - spory chłopczyk się zapowiada :)
Prosimy o kciuki za pomyśny przebieg narodzin Najmłodszego w Rodzinie :)
A Wojcik według dzisiejszego badania przy przyjęciu do szpitala waży ok. 3550 g - spory chłopczyk się zapowiada :)
wtorek, 5 października 2010
szczerość :)
Hania warzyw nie toleruje. Kiedyś lubiła, pewnego dnia stwierdziła że nie lubi i koniec, nawet spróbować nie chce. Dziś po powrocie z przedszkola dowiedzieliśmy się dlaczego:
- Mama, ja jadłam w peśkolu sulówkę. Dobla była.
- O, polubiłaś suróweczki? To zaczniesz zajadać warzywka?
- Nie mama. Ja tyko lubię jak pani w peśkolu daje bo pani fajną sulówkę daje. W domu mama nie daje fajną.
No tak... :/
- Mama, ja jadłam w peśkolu sulówkę. Dobla była.
- O, polubiłaś suróweczki? To zaczniesz zajadać warzywka?
- Nie mama. Ja tyko lubię jak pani w peśkolu daje bo pani fajną sulówkę daje. W domu mama nie daje fajną.
No tak... :/
niedziela, 26 września 2010
z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)
DZIECIĘCA LOGIKA :)
Hania założyła sobie swoje pierścionki na paluszki.
- Tyle mam pieścionków - mówi, pokazując 2 paluszki "ubrane" w pierścionki
- Ale ile to jest? - dopytuję - policzmy
- Laz, dwa - liczy Hania
- No więc ile masz pierścionków? - pytam ponownie
- Siedem - odpowiada dziewczynka zadowolona ;)
Hania założyła sobie swoje pierścionki na paluszki.
- Tyle mam pieścionków - mówi, pokazując 2 paluszki "ubrane" w pierścionki
- Ale ile to jest? - dopytuję - policzmy
- Laz, dwa - liczy Hania
- No więc ile masz pierścionków? - pytam ponownie
- Siedem - odpowiada dziewczynka zadowolona ;)
niedziela, 12 września 2010
przedszkole naprawdę rozwija :)
Hania za dziećmi była bardzo, już od dawna. Do niedawna jednak zostawała nieco "z tyłu" - robila to, co inne dzieci, nie była zbyt chętna do prowadzenia dłuższych rozmów, ważna była sama zabawa i tyle.
Teraz inicjuje zabawę, rozmawia, rozmawia, rozmawia, stała się śmielsza wobec obcych dzieci, opowiada o sobie ale i próbuje się dowiedzieć czegoś o towarzyszach zabawy. I naśladuje, naśladuje, naśladuje - oczywiście jest jej bez różnicy, że kolega ma 7 lat i jest o wiele sprawniejszy niż nasza dzielna 3-latka.
I uwielbiam słuchać nasze dziecko na placu zabaw - to od dziś.
- Cieś. Będzieś moją kolezianką/psijaciółką? Tak? Fajnie. Pociekaj, pociekaj! A jak maś na imię? Bo ja Hania. Kolezianko, pociekaj! Choć tu! I będziemy lodziną. Ale chłopaki nie, oni nie są nasią lodziną, tylko same dziewcinki... - i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej :) I w ten sposób zjeżdżalnię opanowały dziewczyny, a chłopcy przez pewnie czas nie mieli na nią wstępu ;)
I bardzo zaczęła się nasza córka interesować niemowlętami w wózkach. Próbuje zajrzeć, popatrzeć, komentuje i opowiada co widziała
- Taka didia malutka, o taka (tu pokazuje paluszkami jaka to ta dzidzia mała była - gdzieś z 5 cm pokazuje ;) ). I miała ląćki takie, i oćka miała...
Teraz inicjuje zabawę, rozmawia, rozmawia, rozmawia, stała się śmielsza wobec obcych dzieci, opowiada o sobie ale i próbuje się dowiedzieć czegoś o towarzyszach zabawy. I naśladuje, naśladuje, naśladuje - oczywiście jest jej bez różnicy, że kolega ma 7 lat i jest o wiele sprawniejszy niż nasza dzielna 3-latka.
I uwielbiam słuchać nasze dziecko na placu zabaw - to od dziś.
- Cieś. Będzieś moją kolezianką/psijaciółką? Tak? Fajnie. Pociekaj, pociekaj! A jak maś na imię? Bo ja Hania. Kolezianko, pociekaj! Choć tu! I będziemy lodziną. Ale chłopaki nie, oni nie są nasią lodziną, tylko same dziewcinki... - i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej :) I w ten sposób zjeżdżalnię opanowały dziewczyny, a chłopcy przez pewnie czas nie mieli na nią wstępu ;)
I bardzo zaczęła się nasza córka interesować niemowlętami w wózkach. Próbuje zajrzeć, popatrzeć, komentuje i opowiada co widziała
- Taka didia malutka, o taka (tu pokazuje paluszkami jaka to ta dzidzia mała była - gdzieś z 5 cm pokazuje ;) ). I miała ląćki takie, i oćka miała...
sobota, 11 września 2010
z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)
Jesteśmy pod domem- Hania w samochodzie, ja obok stoję. Hania sięga po kolejnego żelka. Postanowiłam zaprotestować:
- Haniu, nie zgadzam się żebyś jadła następnego żelka!
- Mama, ale tiko jeden - dla pewności pokazuje 1 paluszek - ostatni - dziecko próbuje negocjować
- Nie ma mowy, zjadłaś jednego, potem drugiego i ten miał być już ostatni. Schowaj żelki, proszę - nie poddaję się
- Mama, wiem! Zamkij dźwi to nie będzieś widziała jak jem - odpowiada Zarazek
Ot, znalazła sposób :)
*************************************************************************************
Na placu zabaw Hania zachwyciła się małą dziewczynką raczkującą od zjeżdżalni do huśtawki
- Taka didia mała - opowiada Hania chłopcu siedzącemu obok niej na karuzeli, chłopczyk gdzieś w wieku Hani
- To moja siostla - odpowiada kawaler
Hania po chwili namysłu zadowolona:
- A ja będę miała baciśka i będzie miał na imię Kubuś :D
*************************************************************************************
Podsłuchane na placu zabaw:
- A ja chodzę do pedśkola, wieś? Fajnie jest, są fajne deti... [dzieci]
Tak to Hania opowiadała o sobie nowo poznanemu koledze. Czyli jednak jej się podoba, uff... ;)
- Haniu, nie zgadzam się żebyś jadła następnego żelka!
- Mama, ale tiko jeden - dla pewności pokazuje 1 paluszek - ostatni - dziecko próbuje negocjować
- Nie ma mowy, zjadłaś jednego, potem drugiego i ten miał być już ostatni. Schowaj żelki, proszę - nie poddaję się
- Mama, wiem! Zamkij dźwi to nie będzieś widziała jak jem - odpowiada Zarazek
Ot, znalazła sposób :)
*************************************************************************************
Na placu zabaw Hania zachwyciła się małą dziewczynką raczkującą od zjeżdżalni do huśtawki
- Taka didia mała - opowiada Hania chłopcu siedzącemu obok niej na karuzeli, chłopczyk gdzieś w wieku Hani
- To moja siostla - odpowiada kawaler
Hania po chwili namysłu zadowolona:
- A ja będę miała baciśka i będzie miał na imię Kubuś :D
*************************************************************************************
Podsłuchane na placu zabaw:
- A ja chodzę do pedśkola, wieś? Fajnie jest, są fajne deti... [dzieci]
Tak to Hania opowiadała o sobie nowo poznanemu koledze. Czyli jednak jej się podoba, uff... ;)
czwartek, 9 września 2010
nowa tradycja ;)
W ostatnim czasie dyżurne pytanie po przebudzeniu Hani nie dotyczy dnia tygodnia, jak wcześniej (Mamo, a dzisiaj jest potek? - tak było)
Teraz po przebudzeniu KONIECZNIE należy się dowiedzieć, czy:
- Mama, dzisiaj są Hubeta ulodzinki?
Codziennie. I codziennie tłumaczę, że jeszcze miesiąc. I w kalendarzu ostatnio pokazywałam. I na nic. Nasza "nowa świecka tradycja" ;)
- Czy dzisiaj są Hubeta ulodzinki?
A przedszkole w porządku. W poniedziałek po weekendzie było troszkę marudzenia, we wtorek mniej - dziś spoko.
A we wtorek po przedszkolu Hania przytuliła się do mnie, przywitała i mówi:
- Mama, tensiłam za tobą. Ale fajnie było w przedszkolu.
Może dlatego, że grupa zaczęła już wychodzić na plac zabaw?
Fajnego mamy przedszkolaczka :D
Teraz po przebudzeniu KONIECZNIE należy się dowiedzieć, czy:
- Mama, dzisiaj są Hubeta ulodzinki?
Codziennie. I codziennie tłumaczę, że jeszcze miesiąc. I w kalendarzu ostatnio pokazywałam. I na nic. Nasza "nowa świecka tradycja" ;)
- Czy dzisiaj są Hubeta ulodzinki?
A przedszkole w porządku. W poniedziałek po weekendzie było troszkę marudzenia, we wtorek mniej - dziś spoko.
A we wtorek po przedszkolu Hania przytuliła się do mnie, przywitała i mówi:
- Mama, tensiłam za tobą. Ale fajnie było w przedszkolu.
Może dlatego, że grupa zaczęła już wychodzić na plac zabaw?
Fajnego mamy przedszkolaczka :D
środa, 1 września 2010
nasz przedszkolaczek - dzień 1 i kolejne
Przedszkolaczek obudził się coś koło 6.30 - dziewczynka przybiegła do nas radosna jak skowronek z pytaniem, dlaczego jeszcze do przedszkola nie idziemy. Jakoś z przerwami dospała w naszym łóżku do 7.20 ;)
Została bez problemu, z relacji pani - była grzeczna, nie płakała, ładnie się zachowywała podczas leżakowania. Czyli super - jak narazie ;)
Już po pierwszym dniu w przedszkolu nauczyła się kilku rzeczy:
Rozbieram Hanię z brudnej koszulki. Jak zwykle brudną położyłam obok siebie na podłodze żeby zabrać ją do łazienki jak skończę, zaczynam zakładać dziecku czystą.
- Mama, nie jucamy na podłogę pani mówi - upomina mnie Hania srogim tonem :)
*************************************************************************************
Hania zrobiła siusiu i tłumaczy babci:
- Tejaz umyjemy jąki. Jak jobimy siusiu musimy umyć jąki, buzię, nosek, włoski i nóźki
Lekko się zagalopowała z tym myciem, ale zasadę przyswoiła :)
*************************************************************************************
Raptem zaczęła sama sobie radzić - dotychczas to był mały leniuszek jeśli o samodzielne ubieranie chodzi, teraz denerwuje się kiedy chcę jej pomóc i komentuje lekko oburzona:
- siama sobie dobzie jadzę!
A kiedy wychodziłyśmy z przedszkola zaczęła oczywiście pakować do domu wszystkie swoje rzeczy - łącznie z ubraniami na zmianę i kapciuszkami :) Ale to norma, dziewczynka ma bardzo silnie rozwinięte poczucie własności
Czwartek i piątek minął podobnie - bez żadnych problemów. Po tych 3 dniach w przedszkolu Hania podśpiewuje piosenki, których się tam nauczyła, mówi rymowanki, których nie uczyliśmy jej w domu (pałka-zapałka, dwa kije, kto się nie schowa ten kryje; albo: ene due rabe, połknął bocian żabę, raz-dwa-trzy, gonisz ty). Nie trzeba jej przypominać o konieczności mycia rąk. CHętniej odkłada na miejsce swoje rzeczy. Podsumowując - pozytywnie jak narazie :)
No, może poza tym, że walczymy z katarem. Ale tak sobie myślę że to nie z przedszkola tylko po spacerze zmarzła dziewczynka. Mam nadzieję, że szybko minie bo będzie nerw jeśli w poniedziałek do przedszkola nie będzie mogła pójść ;)
Została bez problemu, z relacji pani - była grzeczna, nie płakała, ładnie się zachowywała podczas leżakowania. Czyli super - jak narazie ;)
Już po pierwszym dniu w przedszkolu nauczyła się kilku rzeczy:
Rozbieram Hanię z brudnej koszulki. Jak zwykle brudną położyłam obok siebie na podłodze żeby zabrać ją do łazienki jak skończę, zaczynam zakładać dziecku czystą.
- Mama, nie jucamy na podłogę pani mówi - upomina mnie Hania srogim tonem :)
*************************************************************************************
Hania zrobiła siusiu i tłumaczy babci:
- Tejaz umyjemy jąki. Jak jobimy siusiu musimy umyć jąki, buzię, nosek, włoski i nóźki
Lekko się zagalopowała z tym myciem, ale zasadę przyswoiła :)
*************************************************************************************
Raptem zaczęła sama sobie radzić - dotychczas to był mały leniuszek jeśli o samodzielne ubieranie chodzi, teraz denerwuje się kiedy chcę jej pomóc i komentuje lekko oburzona:
- siama sobie dobzie jadzę!
A kiedy wychodziłyśmy z przedszkola zaczęła oczywiście pakować do domu wszystkie swoje rzeczy - łącznie z ubraniami na zmianę i kapciuszkami :) Ale to norma, dziewczynka ma bardzo silnie rozwinięte poczucie własności
Czwartek i piątek minął podobnie - bez żadnych problemów. Po tych 3 dniach w przedszkolu Hania podśpiewuje piosenki, których się tam nauczyła, mówi rymowanki, których nie uczyliśmy jej w domu (pałka-zapałka, dwa kije, kto się nie schowa ten kryje; albo: ene due rabe, połknął bocian żabę, raz-dwa-trzy, gonisz ty). Nie trzeba jej przypominać o konieczności mycia rąk. CHętniej odkłada na miejsce swoje rzeczy. Podsumowując - pozytywnie jak narazie :)
No, może poza tym, że walczymy z katarem. Ale tak sobie myślę że to nie z przedszkola tylko po spacerze zmarzła dziewczynka. Mam nadzieję, że szybko minie bo będzie nerw jeśli w poniedziałek do przedszkola nie będzie mogła pójść ;)
wtorek, 31 sierpnia 2010
jutro wielki dzień
Pierwszy dzień w przedszkolu.
Wczoraj byliśmy na spotkaniu z paniami i dziećmi, Hania z początku nieśmiała później chętnie brała udział w proponowanych zabawach. Nie chciała powiedzieć "do widzenia" bo była obrażona, że już idziemy do domu. Dziś kilkakrotnie dopytywała się, kiedy do przedszkola idzie.
Już jutro. Nasza duża dziewczynka - kiedy ten czas minął?
Wczoraj byliśmy na spotkaniu z paniami i dziećmi, Hania z początku nieśmiała później chętnie brała udział w proponowanych zabawach. Nie chciała powiedzieć "do widzenia" bo była obrażona, że już idziemy do domu. Dziś kilkakrotnie dopytywała się, kiedy do przedszkola idzie.
Już jutro. Nasza duża dziewczynka - kiedy ten czas minął?
hit ostatnich tygodni
- Haniu, proszę idź/weź/zrób/przynieś... - zależnie od sytuacji
Odpowiedź Zarazka:
- Nie. Bo nie. Właśnie że nie. Bo. Nie, mówię!
Zwykle nie ogranicza się dziewczynka do prostego komunikatu "nie", tylko używa wszystkich powyższych :)
Odpowiedź Zarazka:
- Nie. Bo nie. Właśnie że nie. Bo. Nie, mówię!
Zwykle nie ogranicza się dziewczynka do prostego komunikatu "nie", tylko używa wszystkich powyższych :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

