czwartek, 3 czerwca 2010

koncentracja

Temperowanie kredek może być bardzo zajmującym zajęciem :) I wymaga ogromnego skupienia...

(tak tak, stan Haniutkowego ubrania pozostawia wiele do życzenia, ale dziś cały piękny dzień przesiedzieliśmy w domu lecząc przeziębienie, dodatkowo Dziecko ma bunt na picie lekarstw i próbuje nimi pluć - nie miałam cierpliwości na przebieranie chorowitka co chwilę ;)
a na rączce "kibu kibu" [skubi dubi], od wczoraj nieodłączny dodatek)









nasza Coraz Starsza Dziewczynka

Dziś na dobre pożegnaliśmy pamiętające niemowlęce czasy łóżeczko ze szczebelkami, powitaliśmy natomiast Łóżko Dużej Dziewczynki. Z początku Zarazek był zachwycony, przez dłuższy czas wchodziła do łóżka przykrywając się kocem po czym wyskakiwała z niego meldując, że "już jest dzień". Wieczorem entuzjazm nieco osłabł, co było do przewidzenia przecież ;)

Kolorowych snów, córeńko :)



Posted by Picasa

sobota, 22 maja 2010

piosenkarka nam rośnie

Tańczyć i śpiewać dziewczynka uwielbia. Ale to po mamusi - te talenty. I po babci :)


pogawędki z Zarazkiem, czyli koniec słowniczka

Od ostatniego wpisu Hania bardzo bardzo się rozwinęła. Ponieważ fizycznie była sprawna już dość dawno, pozostał rozwój mowy :) Jeszcze jakiś czas temu były to próby budowania zdań ze średnio zrozumiałych dla osób postronnych słów (głównie "łiku" i "paciapcia" ;) ) , teraz - niemal poematy na każdy możliwy temat.
Odkąd Hania zdecydowała się zacząć rozmawiać, nie potrafi przestać. Gada, gada i gada dzień cały - no, może z przerwami na jedzenie :) I tak na przykład: mijamy pieska. Hani nie wystarczy wtedy krótkie stwierdzenie: mama, piesek. O nie. W takim wypadku Hania mówi:

- O, mama/tata, piesek. Cieś, piesek. Piesek mały/duji jeśt. Ja pieska kooocham. Piesek śmuty, nie ma domu. Piesek siuka pama. Paaaaamu!!! Paaaaamu!!! I mniama siuka teś piesek Cieś, piesek, papa! [mamo/tato, piesek. Cześć, piesek. To mały/duży piesek. Kocham pieska. Piesek jest smutny, nie ma domu, szuka pana. - tu Hania pomaga pieskowi znaleźć pana głośno nawołując :) I jedzenia piesek szuka. Cześć piesek, pa]

Zarazek bardzo uważnie obserwuje świat dokoła, zadaje mnóstwo pytań, zapamiętuje. I czasem nas zaskakuje :)

Hania zrzuciła na podłogę notes z numerami telefonów. Babcia próbuje wpłynąć na dziecko, żeby notes podniosło (bo jakoś nie miała dziewczynka ochoty posprzątać po sobie)
- Podnieś Haniu notesik. Zobacz, on leży na podłodze i płacze
Hania przygląda się uważnie notesowi i odpowiada:
- Baba, nie, noteś nie pacie. On nie ma buji [nie, notes nie płacze, nie ma buzi]

W sumie proste i logicznie, nieprawdaż? :)

I pogawędki nabrały innego wymiaru

Hania uwielbia taksówki. Któregoś razu na spacerze mija nas taksówka właśnie.
- Spójrz Haniu, co to za auto pojechało?
- Foda [ford] - odpowiada Hania
- No może i ford to był, ale co to za samochód? Z napisem na dachu, ta... - próbuję podpowiedzieć i uzyskać odpowiedź, której oczekuję - że to taksówka
- Tata foda ma [tata ma forda] - odpowiada dziewczynka zadowolona :)

****************************************************************************

Hania znalazła w tatusiowej torbie torebkę żelków, które uwielbia. Chwyciła za torebkę prosząc o pomoc w jej otwarciu
- Haniu, ale to dzidzi żelki są... Spytaj dzidzi, może się z Tobą podzieli? - mówię do dziecka

Po tych słowach Hania uniosła moją kurtkę do góry, wsadziła pod nią głowę i mówi do brzucha:
- Cieś, dzidzia mała. Hani jeka jenego da? Mozie Hania?
- Tak, tak, tak - odpowiedziała sama sobie zmienionym głosem
- Mama, dzidzia Hani jeka da. Jenego. Uję, dzidzia - poinformowała mnie zadowolona :)

****************************************************************************

Wieczorem tulimy się przed snem i rozmawiamy sobie. Mówię do Hani:
- Haniu, mamusia bardzo mocno Cię kocha. Nawet kiedy rozrabiasz, wtedy też kocham Cię bardzo
- A jak Hania puje? O tak - tu demonstruje plucie, którego nie tolerujemy oczywiście
- Kiedy plujesz mamusia też bardzo Cię kocha. Jest mi przykro i jestem na Ciebie zdenerwowana, ale nadal bardzo mocno Cię kocham

Hania położyła się i myśli przez chwilę, po czym podnosi główkę z poduszki i stwierdza:
- Mama kici, Hania mamę kocha moćno [jak mama krzyczy Hania też mamę mocno kocha]

No tak... Matka też czasem ma gorsze dni ;/

****************************************************************************

Zarazkowy Tato gra z córką w zgadywanki. Na obrazku bałwanek, lody i czajnik z wrzątkiem
- Co jest gorące? - pyta tato
Hania wskazuje prawidłowo czajnik

- A jakie są lody? - wtrącam się do zabawy
- Jody sipkom [lody z posypką] - odpowiada Hania :)

Rzecz jasna chodziło mi o to, że lody są zimne :)

***************************************************************************

Nieco trudności sprawia jeszcze dziecku odmiana wyrazów.
Hania biega po pokoju i krzyczy:
- Goniam, goniam! [gonię]
- Gonisz, Haniu? - pytam
- Tak, gonisiam - odpowiada dziecko w biegu
- Gonię, Haniu, nie gonisiam - poprawiam dziewczynkę
- O, gonię. Tak, mama - potwierdza Hania zadowolona :)



Fajna ta nasza dziewczynka :)

środa, 12 maja 2010

Welcome back :)

Jesteśmy, żyjemy, mamy się dobrze. Cała nasza czwórka :)

Tak tak... Pod koniec października powitamy na świecie Nowego Obywatela :D



Hania narazie dzielnie wczuwa się w rolę Starszej Siostry, wysadza Dzidzię siusiu, daje pić i łaskocze w nosek, tuli i mówi że kocha :)
A Najmłodsze w Rodzinie póki co sprowadziło Matkę do parteru - chodzę i śpię cały dzień. I blog zaniedbany i inne sprawy... Ale liczę że powoli zacznę wracać do świata żywych i na nowo dam radę się zorganizować. I bloga uzupełnię powoli :)

A teraz idę spać. Od jutra uzupełnianie zaległości - a nazbierało się trochę :/

poniedziałek, 29 marca 2010

z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

Hania bawi się z babcią na placu zabaw w dom. Siedzą na ławce z połamanym szczebelkiem. Hania tłumaczy babci, że szczebelek zepsuty i będzie musiała go naprawić. Babcia pyta:
- Ma pani męża?
- Tak. -odpowiada Zarazek
- A gdzie pani mąż jest? - docieka babcia
- Śpi. - odpowiada dziewczynka :)

To stawia naszego tatę w niezbyt dobrym świetle chyba ;) Najfajniejsze jest to, że Zarazkowy Tato nie drzemie w ciągu dnia :)

sobota, 27 marca 2010

kobietka

Dobrze, że Babcia tak blisko - przynajmniej się dziewczynka nauczy chodzić w butach na obcasach :) Bo matka preferuje płaskie i wygodne obuwie, które nie jest dla dwuipółlatki żadną atrakcją :)



,,


kaczki

Myślałam że tego typu zabawka będzie zbyt trudna dla Hani, że będzie się dziewczynka denerwować nie mogąc złapać na wędkę żadnej z kaczek i szybko rzuci zabawkę w kąt. Pomyliłam się - nie doceniłam własnego dziecka :) Hania z łapaniem kaczek radzi sobie znakomicie - czasem udaje się jej nawet złapać 2 na jedną wędkę - to dopiero sztuka!






Posted by Picasa

z tą Peppą to jakaś bardzo dziwna sprawa jest...

Peppa w telewizji czy prasie może dla Hani nie istnieć. Peppa jako nadruk na bluzeczce jest za to na topie. Tak więc dzielnie prałam i suszyłam bluzeczkę i piżamkę żeby dziecko miało się w co ubrać :) Teraz miłość do Peppy na szczęście nieco już osłabła i mam wolne od codziennej przepierki Haniutkowych bluzeczek


Posted by Picasa

warkoczyki

- Ciociu, wiesz, ja ciebie trochę nie lubię - rzekł Hubert podczas naszego ostatniego naszego spotkania.
- Ale dlaczego, co zrobiłam że mnie nie lubisz? - próbowałam się dowiedzieć
- Bo już tak dawno nic nowego o Hani nie piszesz na blogu


Oj tak, zaniedbałam bloga bardzo... Ale już się poprawiam :)



Tadammm.... Mamy pierwsze warkoczyki :) Troszkę krzywe i króciutkie, ale jakże urocze :)




piątek, 12 marca 2010

słowniczek :)

Zarazkowy zasób słów systematycznie się rozwija. My jako rodzice widzimy z tym bardzo znaczną zasługę przedszkola i kontaktów z innymi dziećmi.
Hania zaczęła chętnie powtarzać słowa - powtarza to, co my mówimy, co zasłyszy w radio/telewizji, na ulicy, podczas czytania bajki. Narazie na szczęście zasłyszane na ulicy słowa "powszechnie uznawane za obraźliwe" ;) nie interesują Hani na tyle, by miała chęć je powtarzać. Zdarza się, że sama bez wyraźnej przyczyny zaczyna mówić jakieś słowo - tak było z pająkiem na przykład. Hania obudziła się rano, otworzyła oczka, przeciągnęła się i zaczęła powtarzać stosując różną intonację:

- pajaki, pajaki, pajaki...
- Haniu, pająk? - upewnił się Zarazkowy Tato
- Tak, tatu. Pajaki


Nie wiem skąd akurat wtedy pająk jej do główki przyszedł, ale tak się zaczęło. Albo dziś. Weszłyśmy do sklepu - było jeszcze dość widno. Wyszłyśmy - zapadał zmrok.
- Mimiś, noć - stwierdziła Hania rozglądając się dokoła i szukając księżyca :)

I przestaję powoli nadążać ze spisywaniem słowniczka, właściwie codziennie pojawia się jakieś nowe słowo. Ale i słowniczek powoli przestaje być potrzebny, gdyż coraz więcej słów jest łatwych do zrozumienia. W ostatnim czasie pojawiły się następujące słowa:
- TAMISIEK - kamyczek
- HOŃ, SIOŃ - słoń
- DUKU - ratunku
- KAJA - chyba karetka, ale pewności 100% nie mam ;)
- PAJAKI - pająk
- NOĆ - nos, ale i noc
- DUCH - duch
- KIKI - tiktaki
- KUKIK - kluczyk
- MI - my
- TI - ty
- NÓKA, NÓĆKA - nóżka
- JUĆ - już
- BI, BIJ - bije
- KOK - skok
- KOJ - koń
- OTO - auto
- MUMA - guma
- MIŚ - wiadomo :)
- MAMAĆ, MIMIŚ, MAMUŚ - mamusia
- TATUŚ, TATAĆ - tatuś
- BABSIA - babcia
- CHOĆ - chodź
- BUKA - papuga
- BUKIKI - buciki
- ŁAKU - woda
- PATA - listonosz Pat
- MAKA- Marta
- KUKA - kukułka
- TIOTIA - ciocia
- JUJU - wujek
- JIBKA - rybka
- JABKA - żabka
- DAJ - daj
- DUKO - długo
- DOJ - gol
- BEJEĆ - berek
- MIKA - Jaśminka, koleżanka z przedszkola
- PALIKA - Paulinka, też koleżanka
- KAJ - Kaj, kolega
- FILIŚ, SILIŚ - Filip, pierwszy narzeczony ;P
- NICIEK - naleśniczek
- PEĆKA - paróweczka
- BUŁA, BUKA - bułka
- JAPKO - jabłko
- IJA - Rina, piesek cioci Ewy


To wszystko co pamiętam. Prawda, że imponująca różnica względem poprzednich słowniczków? :D

niedziela, 28 lutego 2010

puzzle

W ostatnim czasie puzzle Hania uwielbia. Układa je kilka razy dziennie jeśli tylko czas pozwala. I zdecydowanie idzie jej coraz lepiej. Jeszcze nie tak dawno układała 2-3-4 elementy, potem 5 i 6. Teraz sama składa Tygryska, Prosiaczka i Puchatka, dopasowuje też kwiatki. W układaniu nieba i trawy wymaga jeszcze trochę pomocy, chociaż idzie jej zdecydowanie coraz lepiej, i często wystarczy mała wskazówka (teraz musimy poszukać uszka tygrysa/pnia drzewa/kamienia...) i Hania sama odnajduje potrzebny element i dopasowuje go do pozostałych. A te puzzle składają się z 24 elementów. Dzielna dziewczynka!






Ale ta cierpliwość do układania puzzli to nie po mnie, ja raczej z tych nerwowych jestem :) To Zarazkowy Tato swego czasu składał obrazki z 1500 i 3000 elementów - Hania zdecydowanie próbuje dorównać Tatusiowi :)

Zarazkowy make-up zdecydowanie ewoluuje

Przestały dziewczynce wystarczyć pomalowane usteczka - teraz rzuca jeszcze "delikatny" kolor na policzki. Różowy. Pomadką :) Muszę zainwestować w dobry podkład :)



Posted by Picasa

śpioch

Zdarza się, że popołudnia małych dziewczynek nie śpiących w ciągu dnia, wyglądają właśnie tak :)

Autobus mi uśpił Haniutka - cieplutko, kołysało i bach! Usnęła gdzieś w 15 sekund, rozmawiała ze mną, rozmawiała i nagle przestała ;) I nic nie przeszkadzało - ani zmiana pozycji żebym mogła ją z autobusu wynieść, ani hałas, ani rozbieranie, ani głośne rozmowy w domu.





dameska

Nie od dziś wiadomo, że damy idą spać w pełnym "rynsztunku"


Posted by Picasa

zima zima zima ;)

A w domu 20 stopni. Na plusie - żeby była jasność :D

Posted by Picasa

dziecięce skojarzenia

- O, mama, mniama! [mamo, cycusie] - zawołała Hania radośnie pokazując mi balonik.

Nie można nie przyznać jej racji :)

Posted by Picasa

za latem tęsknota...

Rano Hania kategorycznie zażądała stroju, czepka i okularów do pływania. Bo przecież ona dzisiaj pływać będzie. I już. Strój miała własny, więc problemu nie było. Z czepkiem i okularami troszkę gorzej, jednak Mama kreatywna więc poradziła sobie z brakiem tychże. Czepek Hania włożyła mój i była bardzo zadowolona, natomiast z braku okularów do pływania zgodziła się na przeciwsłoneczne. I tak paradowała po mieszkaniu z godzinkę :)




śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej :)

I tak śpiewająco mijają nam kolejne dni :) Kocham to Zarazkowe granie i śpiewanie, z taką pasją i fantazją :)







A Hania śpiewa solo, lekko rozproszona przez różne takie tam...





...i w duecie, równo rozdzielając partie między siebie i babcię :D

piątek, 26 lutego 2010

z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

W sklepie Hania zauważyła wózek z maleńkim chłopczykiem, widziała że ktoś ;) jest w środku, jednak chciała zobaczyć dokładniej.
- Tam, mama, tam Hani - prosi, pokazując paluszkiem że chce zajrzeć do wózka

Podniosłam ją, żeby mogła zajrzeć sobie do środka. Hania komentuje pod nosem, zachwyca się, och i ach... I w pewnym momencie stwierdza:
- Mama pupi dzidzia Hani, pupi? Kie...
- Prosisz mnie, żebym kupiła Tobie takiego małego dzidziusia? - upewniam się
- Tak, mama. Tak. - - potwierdziła Dziewczynka zdecydowanym głosem


No i się zaczyna ;)

czwartek, 25 lutego 2010

z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

Wychodzimy ze sklepu, przed Hanią otwierają się automatyczne drzwi
- Uję pamu [dziękuję panu] - rzecze Zarazek :D


Podobnie dziękuje za przejazd autobusem (praktycznie za każdym razem po wyjściu z autobusu).
- Uję pamu, uję brrrrmmm tu ja baba/łiku... [dziękuję panie kierowco, dziękuję autobusie, że zawiozłeś mnie do babci/miasta...itp, zależnie od miejsca, w które zajechałyśmy :) ]

pogawędki z Zarazkową Koleżanką ;)

Koleżanka ma na imię Paulinka i chodzi z Hanią do przedszkola. Dziewczynki bardzo bardzo się polubiły i wspierają się w chwilach słabości (czyt. tęsknotki za Rodzicami ;) )

Hania w ostatnim czasie lubi, jeśli zostaję z nią kilka minut w sali po odprowadzeniu do przedszkola - lepiej znosi pożegnanie. Któregoś dnia czekałam te kilka minut w towarzystwie zapłakanej Paulinki. "Ciocia" próbowała ją uspokoić, rozmawiała z nią i takie tam, ja natomiast wzięłam do ręki misia, który po naciśnięciu guzika głośno chrapał. Nacisnęłam guzik, miś wydał donośny odgłos. Paulinka ucichła, przestała płakać, po czym woła z radością:
- O! Tata, tata!

Genialne są maluchy :)

piątek, 19 lutego 2010

rozwija nam się córeczka w przedszkolu

Dumna jestem niesamowicie mogąc oglądać Hani samodzielnie wykonane prace. Wtedy tym wyraźniej zauważam różnicę w manualnej sprawności Zarazka - choć nie tylko.
Poniżej - praca z zajęć plastycznych. Koncepcja - Hania. Wykonanie - Hania. Dociskanie plasteliny - "ciocia" :D Wyklejanie kwiatków trenowałyśmy w domu, jednak aż takich efektów nie osiągnęłyśmy ;)



W wielu dziedzinach zauważam pozytywny wpływ przedszkola i tym bardziej upewniam się, że była to dobra decyzja. Dobra przede wszystkim dla Hani.
Zarazek chętniej i wyraźniej mówi. Zdarza się, że mówi do nas jak dotychczas, jednak coraz częściej szuka nowych słów, próbuje powtarzać po nas słowa, chce być zrozumiana. Uwielbia zajęcia z niemieckiego, na których grają na instrumentach, tańczą i śpiewają piosenki. Chętniej śpiewa i tańczy w naszej obecności, tak jakby zniknęła jakaś bariera wstydu. Powtarza zasłyszane piosenki, np. tematy z bajek. Chętniej bawi się sama, sama próbuje też kierować zabawą i sugerować, w co ma chęć się bawić. Widać postępy jeśli chodzi o wyklejanie czy kolorowanie. No i uniezależnia się dziecko ode mnie, chociaż fakt tak szybkiego zadaptowania się do nowych warunków nieustannie wprawia mnie w zdumienie. Nie jest idealnie, zdarzyło się poranne marudzenie i płacz przy pożegnaniu, jednak minął on po kilku sekundach od zamknięcia przeze mnie drzwi od sali (tak tak, stałam w korytarzu i słuchałam, czy się dziewczynka uspokaja czy napędza jeszcze bardziej ;) ). Dziś zdarzyła się też tęsknotka w ciągu dnia, jednak "ciocia" szybciutko zareagowała i znalazła zajęcie, przy którym smuteczki szybko poszły precz. I cieszę się, że to wszystko tak się potoczyło, że zdecydowałam się na podjęcie tej próby Haniutkowej samodzielności - jest to z pewnością z korzyścią dla nas wszystkich. A dla Hani szczególnie :)

Przywołujemy wiosnę. I słoneczko.

Może kiedy słoneczko zobaczy, że Hania swoje okulary wyciągnęła, zacznie częściej zza chmurek wychodzić?


Praca domowa

Hania dostała do wykonania pracę domową. Miała pokolorować bałwanka i dorysować słoneczko. I jak widać wszystko wykonane jak należy. Samodzielnie, bez żadnej pomocy. Słoneczko troszkę słabo widać, ale jest tam napewno - z promieniami nawet. Szok jak dla mnie. Przepięknie. Aż żałuję, że to do przedszkola praca była i nie mogłam jej w domu zostawić. Hania tak podekscytowana była faktem wykonania zadania, że nie było mowy o nie zaniesieniu rysunku do przedszkola, jeszcze się dobrze nie zdążyła rozebrać w szatni już do "cioci" biegła pokazać jak ślicznie pokolorowała :)


Tak wygląda wielbicielka M&M's(ów)

Głównie zielonych. I niebieskich trochę :)
I nie ma mocnych, nic się nie ukryje...




wspomnienie zimy

Wspomnienie bo zanosi się na to, że zima ma się ku końcowi. I dobrze :) Tym bardziej, że u nas TAKA zima była ostatnio chyba ze 20 lat temu, jak nie więcej.



Spacerek po promenadzie



Tu latem jest fontanna :)



Nowy kolega Zarazkowo - Tatusiowy





Dziecko wytarzane w śniegu, zmęczone, ale szczęśliwe :D

Posted by Picasa

zmęczony przedszkolaczek

Tak było jeszcze w zeszłym tygodniu. Teraz przedszkolaczek nie sypia po południu i jakoś dajemy radę w miarę bezboleśnie i bez awantur dotrwać do wieczora :) A szczoteczkę zabrała Hania z przedszkola - tak się obraziła, że przyjechał po nią Tato a nie mama, że postanowila się wyprowadzić z przedszkolnej szafki :D



niedziela, 14 lutego 2010

z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

Zarazkowy Tato przegląda program telewizyjny.
- O, Haniu, skoki się zaczną niedługo. Jak myślisz - wygra pan Adam?
- Nieee - odpowiada Hania
- A kto wygra według Ciebie? Który pan, jak będzie miał na imię?
- Tata! - odpowiada Hania radośnie :)

Tak. Córka może podbudować samoocenę :)

***********************************************************************************

Hania pakuje torebkę i idzie w stronę drzwi rozglądając się, jak gdyby czegoś szukała
- Kochanie, szukasz czegoś? - pytamy
- Taa. Mama tata - odpowiada Hania
- Ale jak, nowego taty i mamy szukasz? Ci których masz nie są odpowiedni?
- Nie. Mama tata ble! - oświadczyła córka z szelmowskim uśmiechem


Ehh, życie ;)

piątek, 12 lutego 2010

z cyklu: pogawędki z Zarazkiem :)

Podczas zabawy podszczypuję Hanię i mówię "strasznym" głosem:
- O, teraz pupę odgryzę! Dawaj pupę!
- Mama, pupa nie! Pupa siku! [mamo, pupy nie, pupa robi siku]- zaprotestowała Hania gwałtownie i z pełną powagą grożąc paluszkiem i zasłaniając pupę drugą rączką :D

Właściwie ma dziewczynka rację. Pupa niezbędna jest ;)

słowniczek :)

Hania chodzi do przedszkola nieco ponad tydzień, a my już zauważamy spore zmiany. W mówieniu głównie, ale też na przykład podśpiewuje sobie dziewczynka piosenki (pytana odpowiada, że tej właśnie piosenki uczyła "ciocia" w przedszkolu), fajnie rysuje - używa więcej kolorów, stara się kolorować każdą część rysunku odrębnie, a nie jak wcześniej jedne duże mazaje :)

Ale do mowy wracając - potwierdziło się, że Hania leniuszek jest w tym zakresie i tyle. I że dla nas nie zamierza się wysilać bo i po co, skoro i tak zrozumiemy ;)

Ale różnica jest ogromna - filmik poniżej jest ze środy 10 lutego, filmik o księżniczkach na groszku zamieszczony parę wpisów niżej - z 30 stycznia. Różnica powalająca moim zdaniem





Ale błyskotliwa jest po mamusi ;) Sklep - siep. Jajo kupi siepie. Do dziś jak sobie przypomnę to jej skojarzenie śmieję się sama do siebie :)


Niektóre słówka jednak są jeszcze nie do przejścia. Konik na przykład ;) Baja baja!

przedszkole - dzień 9.

Rano Hania próbowała przekonać mnie, że powinnam z nią zostać. Kiedy zostawała płakała, jednak nie zdążyłam dojść do drzwi i już płaczu nie słyszałam. Za chwilę zresztą przyszła Paulinka i smuteczki poszły precz :) Poniewaz to pierwszy taki "pełny" tydzień przedszkolakowania, obiecałam Hani że przyjdziemy po nią przed obiadem. Przyszliśmy, dziecko zadowolone, zechciało jeszcze obiad zjeść ;) Ale do domu troszkę wcześniej i tak poszliśmy, ten cały tydzień chodzenia to i tak było spore wyzwanie dla takiej malej dziewczynki :) Dzielnej dziewczynki :)

przedszkole - dzień 8.

Rano elegancko, odprowadziłam Hanię i została bez żadnych problemów. O 13.30 zadzwoniła pani z informacją, że Hania tęskni, płacze, nie zawołała siusiu i dobrze byłoby po nią przyjechać. Pojechał Zarazkowy Tato. Hania już była spokojna, nie płakała, ale ucieszyła się na widok taty :) Tak sobie myśleliśmy, że nie zdążyła/wstydziła się siusiu zawołać, a kiedy nie zdąży do łazienki strasznie płacze i się denerwuje.

No nic to, zdarza się

przedszkole - dzień 6.

Dzień 6 wypadał we wtorek i zasadniczo nie należał do zbyt udanych. Musieliśmy wyjechać z samego rana, więc Hanię babcia odprowadzała do przedszkola. Hania pokazała swój wieszaczek z serduszkiem, rozebrała się, dała całusa po czym pobiegła do dzieci (tyle z opowiadania babci). Ok. 9.50 było. O 10.30 zadzwoniła do mnie pani z przedszkola, że Hania tak bardzo płacze, że aż się zanosi i siusiu w majteczki zrobiła. No bomba zważywszy na fakt, że byliśmy 100 km od domu a za 30 min. miałam zaplanowaną ważną rozmowę w sprawie pracy. Babcia była zmuszona pojechać znowu do Hani - pobyła z nią jakieś pół godzinki czy trochę dłużej, po czym delikatnie się wycofała. Później w rozmowie s panią dowiedziałam się, że babcia powinna zostać trochę z Hanią kiedy ją przyprowadziła - tego nie przewidziałam jakoś, a babcia zawinęła się tak szybciutko że pani też nie zdążyła powiedzieć jej tego. Hania była w przedszkolu troszkę krócej niż zwykle, jednak potem już nie płakała.
Teraz już będę mądrzejsza - wyszło na to, że przeceniłam możliwości adaptacyjne dwuipółlatka ;)


Ale był też pozytywny aspekt tej sprawy. Babcia czaiła się w korytarzyku nasłuchując, czy może do domu już iść czy Hania może dalej płacze. Okazało się, że Hania bardzo chętnie bierze udział w zajęciach :)
Pani mówi do dzieci: nauczymy się dziś piosenki o zimie.
- Taaa! - słychać radosny okrzyk Hani. I nikogo więcej :)

Pani śpiewa raz, drugi... Za trzecim razem słychać towarzyszący jej głosik. Kto śpiewał? Hania, oczywiście :) Tylko Hania :) Nasz dzielny przedszkolaczek :)

dylematy księżniczek

Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że księżniczki tylko na grochu śpią???

Chciałabym zwrócić uwagę na gest odgarniania bujnej czuprynki w 40 sekundzie filmiku :) Oboje z Zarazkowym Tatą uwielbiamy to zarzucanie główką :D





PS. Kala - teraz już wiesz, po co Zarazkowy słowniczek prowadzę? ;)

czwartek, 11 lutego 2010

z ukrytej kamery

Tak, wiem, że nic nie widać, ale dzięki temu lepiej można skoncentrować się na treści ;) Cóż zrobić - córkę akurat chęć na śpiewanie naszła a ja miałam tylko aparat pod ręką więc jest. Pieśń w ciemności :D

sobota, 6 lutego 2010

przedszkole - dzień 4.

Dziś będzie krótko.

Odprowadziłam Hanię do przedszkola i nawet całusa na pożegnanie nie dostałam.

Tato ją odbierał i znowu histeria była.

Czyli bez zmian ;)
To tyle w temacie przedszkola. Kolejna "przedszkolna" notka dopiero w razie zmian - nie ma sensu przecież codziennie pisać tego samego ;)

piątek, 5 lutego 2010

przedszkole dzień 3 podejście drugie, czyli czarna rozpacz

Dziś zaprowadziłam Hanię ok. 10.00, umówiłyśmy się, że przyjdę po obiedzie.
Troszkę się martwiłam, bo jedno z dzieci płakało i wołało mamę - bałam się, żeby przypadkiem Hani ten nastrój się nie udzielił.
- Papa mama, papa łiku, papa mniama - i tyle dziecko widziałam.

Pojechaliśmy po Hanię o 13.30. Weszliśmy na salę oczekując dziecka rzucającego się nam na szyję - z lekka się pomyliliśmy.

Dziecię oświadczyło, że do domu nie idzie. I koniec. I buzia w podkówkę gotowa do płaczu. Próbowaliśmy ją przekonać, próbowała "ciocia" wytłumaczyć, że przecież jutro też przyjdzie - niestety. Dzieć uparty. Dodatkowo dziewczę oświadczyło nam, że do domu to ona nie pójdzie bo przecież w przedszkolu obiadu jeszcze nie zjadła (dowiedzieliśmy się przy okazji, że od 13.00 Hania pilnuje wejścia na salę i na obiad czeka niecierpliwie :) obiad dziś spóźniony troszkę był więc się dziecko musiało cierpliwością wykazać :) )

Ustaliliśmy, że pojedziemy do domu i wrócimy za godzinę - żeby spokojnie zdążyła sobie ten wyczekany obiad zjeść.

Po godzinie - drugie podejście do odebrania Hani z przedszkola. Niestety, mimo zjedzonego obiadu zdania nie zmieniła - do domu nie idzie i koniec.
Tym razem nie było odwrotu - zrobiliśmy dzieciom papa i tato zabrał Hanię tonącą we łzach i wyjącą w niebogłosy do szatni.

Coś koło godziny tak wyła. To za przedszkolem, to za kotkiem którego zapomniała zabrać, to znowu za przedszkolem. O matko... Chociaż z drugiej strony wolę żeby wyła że nie chce iść do domu, niż gdyby miała rozpaczać zostając w przedszkolu ;)

mamunia z córunią :)

poniedziałek, 1 lutego 2010

przedszkole dzień 3

Dnia 3 nie było niestety. Hania obudziła się z katarem i została w domu.

Była za to awantura, że kataru to ona wcale nie ma i do przedszkola idzie i już :D

Mam nadzieję że szybciutko wyzdrowieje żebyśmy nie musiały od początku zaczynać z tym przedszkolem ;)