poniedziałek, 25 stycznia 2010

masa solna ciągle na topie :)

Co dzień rano zagniatamy ciasto. Hania zagniata. Coraz bardziej "siama" i coraz mniej pomocy wymagająca







Spróbować oczywiście trzeba. A potem z minką wykrzywioną udowadniać Mamie że "mniammm" - takie pyszne :)




Zmienił się tylko finał zabawy. Skończyły się warsztaty rękodzieła, nastała era warsztatów kulinarnych :) Więc wyciskamy dzielnie ciasteczka i "pieczemy" w piekarniku. Szefowa kuchni nie zapomina przy tym o rękawicach - takie ciacha gorące :)



poniedziałek, 18 stycznia 2010

17 stycznia - będzie dobrze :)

Ostatni Ibufen dałam Hani w sobotę późnym popołudniem. Hurraaa - gorączki niet! Chociaż w domu posiedzieć jeszcze musimy i katar się trzyma, ale w porównaniu do piątku jest super :)


I lepimy sobie, lepimy :) Hania zażądała zrobienia masy solnej i lepiłyśmy sobie to, co Zarazkowy Tato sobie zażyczył. Jak tak dalej pójdzie będę musiała znaleźć jakąś hurtownię soli. I mąki. I papierowych ręczników. I chusteczek higienicznych ;)







Dziś Zarazkowy Tato otrzymał od Hani pociąg, siesie [serce], fufo [ufo] i żółwia :)


16 stycznia - kryzys zażegnany

Gorączka jeszcze się utrzymuje, ale przynajmniej leki p/gorączkowe na kilka godzin pozwalają złapać oddech. I pomiędzy rzutami gorączki Hania daje się zainteresować zabawą. Chociaż chora jest nadal niewątpliwie, ponieważ:
- mielone kotleciki były "bleee", nawet nie spróbowała - a to już objaw choroby u dziewczynki, która potrafiła zjeść i 3 ;)
- jajo z niespodzianką też było bleee i bułka sucha - czyli rzeczy, na które nie ma przyzwolenia codziennie a które dziecko uwielbia

Lepiłyśmy i wyklejałyśmy, oczywiście ;)



Ganiałyśmy za balonikiem



I - tadammm... masa solna uratowała nam życie w chwili kryzysu i znudzenia dotychczasowymi formami zabawy :) Hania sama zagniotła ciasto, potem lepiłyśmy, lepiłyśmy, lepiłyśmy...



Tam na dole - może wyjaśnię - to słoń i lew jest. Wygląda trochę jak sfinks jak tak leży, ale na postawienie był za ciężki. Więc wypoczywa. Hania poznała od razu i tego się trzymam. I jest jeszcze "Siesie. Taty siesie!". I bałwanek, któremu zginął gdzieś kapelusz. I aniołek. Ale ten akurat nam się udał :)

15 stycznia - 39 i pół

No, może bez pół bo Panadol działał. I Ibufen. Na zmianę. Na chwilę :/


Wszystko zaczęło się od Babci Marysi sms-a: "Jak zdróweczka". "Dziękujemy, w porządku" - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Dopiero kiedy wysłałam wiadomość przypomniałam sobie, że zdrowia dziecka nigdy nie należy chwalić bo się pokiełbasi. Na bank. I się sprawdziło.

Nocka ciężka była. Nieprzespana. Rano do lekarza - wirus. W mordę.
Tak chora to Hania jeszcze nie była.
Nie chciała jeść - to do niej nie podobne
Sama zażyczyła sobie pościelenia łóżka i położenia się z nią - to wogóle szok, dla Hani łóżko jak ogień - parzy ;)
Spała jak szalona - Hania nieśpioszek, wiecznie sprawiająca kłopoty w tym zakresie, spała od 11.00 do 12.15, od 13.00 do 15.45, od 17.30 do 19.40, od 20.50 do 10.30 dnia następnego. Z pobudkami w nocy na zbijanie gorączki, ale jednak to strasznie długo.

Wszystko było "ble", tak więc podawanie lekow p/gorączkowych to była mała wojna z chorym dzieckiem. Ale cóż, czasem trzeba.



No tak... Widać, że Zarazkowa Mama taką zarwaną nockę miała ponad rok temu ;) A kolejna przed nami była


tyle śniegu już dawno u nas nie było

Jak się tak z Hani Tatą zastanawialiśmy, to ostatnio jeszcze w początkach naszego spotykania się - to już straaaasznie dawne czasy :) Tak więc nie mogłam sobie odmówić - i kolejna notka o Zarazkowych szaleństwach zimą na placu zabaw :)








w kwestii zainteresowań - na topie jest wyklejanie

Ale najpierw wycinanie. "Siama". Dorosłymi nożyczkami. Kiedy próbuję wcisnąć Hance dziecięce bezpieczne nożyczki, oddaje mi mówiąc: "Te mama" i zabiera mi moje. Paskudnie ostre. No tak, przecież ona MUSI tak jak my, po dorosłemu. I wycina. Chociaż jest to raczej cięcie na kawałeczki. Siama, ja mam tylko trzymać pionowo pasek papieru - bo Hania nożyczek pionowo trzymać jeszcze nie potrafi. Więc trzymam dzielnie, chociaż ona tak mikroskopijne te kawałki czasem odcina, że czekam tylko kiedy krew się poleje. Moja oczywiście :)

Jak już natnie, przykleja. Klejem. Smaruje siama oczywiście. I nie dotykaj broń Boże ;)
Fajne takie wycinanki - wyklejanki z córką :)



Posted by Picasa

mamy nowy zwyczaj

Ten zwyczaj to jedzenie jabłka po kolacji. Taki zwyczaj wprowadziła Hania sama, w żaden sposób nie zachęcana. Co ważne - jabłko jest jedzone ze skórką z całości. Jest to ważne o tyle, że ze skórką Hania je tylko całe jabłka. Pokrojone w ćwiartki, jakie zabieramy czasem na spacery, musi być bez skórki. Takie to Zarazkowe zwyczaje :)



Czyż nie zajada ze smakiem? :D


zasypuje nas...

Do tego stopnia, że Zarazkowy Tato potrzebował pomocy przy odśnieżaniu samochodu :)




mama, siesie!

Pogoda była wyjątkowo niesprzyjająca, jednak mimo tego mnóstwo ludzi - jak co roku - chodziło z kurtkami i innymi częściami garderoby ;) przyozdobionymi czerwonymi serduszkami. Podczas spaceru Hania co chwilę radośnie krzyczała: "mama, tam! pam/pama/dzidzia siesie ma!" [mamo, tamten pan/pani/dziecko ma serce] Sama też odważnie wrzucała pieniążki do skarbonek i cieszyła się niezmiernie odbierając kolejne serduszko :)

Wieczorem wiatr nieco ucichł i śnieg przestał sypać, więc przed światełkiem do nieba Mała Serduszkowa Dziewczynka miała czas na harce w śniegu. Z tatą oczywiście :)









Tydzień później znalezione gdzieś w kartonie zeszłoroczne serduszka zrobiły na Hani tak samo mocne wrażenie :) Pieniążków do skarbonki nie wrzucała, ale serduszkami bardzo chętnie się Zarazek przyozdobił :)

niedziela, 17 stycznia 2010

słowniczek :)

- FUFO - ufo
- POPU - pod spód

Królowa Parkietu

Tydzień temu Hania miała przyjemność uczestniczyć (po raz kolejny ;) ) w balu mikołajkowo - karnawałowym :)

I po raz kolejny zaskoczyła mnie przeogromnie.

Po wejściu na salę miała chwilę zwątpienia - na parkiecie były przygaszone światła i tylko te małe kolorowe migające świeciły (i tu pomysł organizatorów był średni, nie tylko Hania ale wogóle maluchy bały się bawić i nerwowo wypatrywały rodziców :/ )
Chwila zwątpienia trwała jednak tylko chwilkę - za moment Hania już bawiła się w najlepsze.

Były podskoki, obroty, kręcenie bioderkami, kładzenie się na podłodze, czyli wszelkie znane i dostępne Hani taneczne figury :) Najlepiej oczywiście sama, nie w parze, i w centrum zainteresowania








Hania bardzo chętnie brała udział we wszelkich konkursach - niezależnie od tego, dla jakiego przedziału wiekowego były one przeznaczone i czy miała pojęcie, jakie są zasady :) Po nagrody w postaci lizaków pchała się nawet nie biorąc udziału w konkursie ;P




Przyszedł czas na odwiedziny Mikołaja. Wszedł brodaty pan w czerwonym kubraku, zasiadł na krzesełku, a Hania radośnie: "Tata!" (oczywiście akurat TEN mikołaj z tatą nie miał nic wspólnego ;) )
Hania ochoczo podeszła po prezent i zasiadła Mikołajowi na kolanach.


Kiedy już wracała, jedna z pań prowadzących zabawę pochwaliła ją, że nie bała się i tak odważnie do mikołaja podeszła. Hania uśmiechnęła się i odpowiedziała pani: "Tam tata!" Pani z lekka zwątpiła w tym momencie :)

Potem nastąpił przegląd zawartości paczek




Nie ulega wątpliwości, że tym mikołajem Hania była rzeczywiście zauroczona - nawet po otrzymaniu paczki tak siedziała i wpatrywała się w niego intensywnie. Może liczyła na kolejną paczkę...?





Jak na prawdziwy bal przystało, ogłoszono też konkurs na najpiękniejsze przebranie - wygrały wszystkie dzieci, wszystkie też dostały w nagrodę korony - było więc bardzo wielu królów i królowych balu :)





Na koniec dla wytrwałych czytelników - perełeczka :) Kaczuszki znaczy. Z ukłonem. Oglądam, oglądam, oglądam i strasznie jestem dumna z mojej tancerki. Prawdziwa Królowa Parkietu :D
Jakość troszkę nie bardzo, ale ciemno było - pozostaje tylko wrzucić tryb pełnoekranowy i ewentualnie zmienić ustawienia monitora i lekko rozjaśnić, może będzie widać lepiej




Po zakończeniu zabawy jedna z pań prowadzących pyta: 'Czyja jest Hania?" Moja - odpowiadam. "Proszę pani, jakie ona ma wyczucie rytmu, jak się wspaniale porusza, i taka odważna, nie wstydzi się, niech pani ją zapisze na jakieś kółko taneczne jak będzie starsza żeby tego nie zmarnować" - usłyszałam. Urosłam i mało nie pękłam. Z dumy oczywiście. Heh. Moja córeczka. Ale to nie po mnie, ja taka śmiała nie byłam, ja tak bardziej z boku zawsze ;)


Z sali wyszłyśmy jako jedne z ostatnich. Bo przecież jeszcze musiałyśmy mieć czas na ostatni taniec



no i na randkę z Bartusiem ;)




Zmęczona ale szczęśliwa - możemy wracać do domu :)

czwartek, 14 stycznia 2010

słowniczek :)

- DUJA - duża
- MAJA - maja, tak miał na imię napotkany gdzieś po drodze piesek
- PSI - pić
- SIACH - ciach, cięcie nożyczkami :)


Dzisiaj też odkryłam, że Hania rozróżnia strony (lewa/prawa). Być może to przypadek tylko, ale powtarzane wielokrotnie w różnym czasie i okolicznościach prośby, żeby pokazała lewą/prawą rączkę, skutkowały podniesieniem odpowiedniej rączki. Z nóżkami problem był nieco większy :)