I śnieżynka coraz bardziej zadowolona :) Nigdy nie podejrzewałabym jej o to, że tak będzie śnieg lubiła. Tylko sanki są nie teges, Hania woli biegać po śniegu i tarzać się w nim, niż na saneczkach śmigać
Po odespaniu sylwestrowych szaleństw przyszedł czas na odebranie Dziecka od dziadków ;)
Zarazkowy Tato dostał od Hani prześliczny prezent imieninowy
Jak przystało na Nowy Rok, wypiliśmy też po lampce szampana. Hania oczywiście też musiała mieć swoją lampkę - rzecz jasna z nieco inną zawartością niż nasze ;) Picie z niej dało dziewczynce bardzo dużo radości ;)
Musiało być też obowiązkowe stuknięcie się kieliszkami - koniecznie głośne :) Pojęcia nie mam, gdzie ona taki zwyczaj podpatrzyła :)
A na koniec - rodzinnie noworocznie pod choinką. Miałam troszkę problemów z odpowiednim ustawieniem samowyzwalacza - ciągle albo kogoś brakowało, albo towarzystwo źle ustawione ;)
Sylwestra 2009 Hania spędziła z Dziadkami. Z początku było średnio, nie chciała żeby tato wracał do domu bez niej. Ale to tylko chwilka była, po której Dzieciak szybko zapomniał że bez rodziców został :) Spać poszła dziewczynka po 23.00, o północy więc nie było szansy na pobudkę mimo huków za oknem. Dokumentacja mizerna, bo Babcia podobno zapomniała że aparat ma. No nie wiem...
Dzieciaki przeżywały Wigilię i mającego przynieść prezenty Mikołaja, już od rana. Chociaż mówiąc dokładniej Hubert przeżywał. Hania jeszcze nie za bardzo czuje tą atmosferę nerwowego oczekiwania ;)
Zbliżała się pora wigilijnej kolacji, a prezentów pod choinką jak nie było, tak nie ma. Hubert postanowił popilnować choinki żeby nie przegapić. Bardzo czuł się zaniepokojony brakiem paczek ;) Leżał więc i rozmyślał :D
Hania w tym czasie prezentowała się w nowej sukience, którą zresztą była zachwycona :)
W "tak zwanym międzyczasie", ponieważ prezentów nadal nie było, Hubert wpadł na pomysł przekupienia Mikołaja i przygotował ciasteczko. Jedno - po chwili prezentów nadal nie ma. Dołożył drugie - pod choinką dalej pusto. Pobiegł po kolejne i dokładał tak jeszcze chyba ze 2 razy, jednak Mikołaj dalej nie przychodził.
Hubert postanowił więc wytoczyć "ciężkie działa" i oświadczył, że przyniesie jeszcze pieniążki do ciasteczek - może wtedy Mikołaj wreszcie przyjdzie?
Nie przyszedł. Wigilijną kolację Hubert rozpoczął więc w zdecydowanie obniżonym nastroju ;P
Po kolacji Zarazkowy Tato musiał nagle i bardzo pilnie pojechać "do cioci Jadzi" - a szkoda, bo właśnie w tym czasie wreszcie zjawił się najbardziej wyczekiwany gość wieczoru :)
Do dzisiaj pojęcia nie mam, jak zdołał zabrać te wszystkie prezent większe i mniejsze w ilości: worek+kilka paczek dodatkowo - no ale to już słodka Mikołaja tajemnica.
Ustaliliśmy, że Hubert powinien swoje prezenty dostać wcześniej - żeby nie zaczął dociekać za bardzo kto też jest tym Mikołajem i nie popsuł niechcący Hani niespodzianki, jednak znowu okazało się że niestety nie znamy własnych dzieci. Hubert był w takim szoku i euforii, że nie zwrócił kompletnie uwagi na to, że Mikołaj jakiś dziwnie znajomy. Podkreślał tylko, że pieniądze w pierniczkach to jego zasługa :) Hania natomiast, ledwie tylko Mikołaja zobaczyła, niepewnym głosem spytała: "Tata?" - z oczywistych przyczyn nie otrzymała potwierdzenia ;)
Oczywiście umarłyśmy ze śmiechu kiedy Mikołaj zaświecił gołą klatą i rogiem poduszki, ale dzieciom na szczęście było zdecydowanie wszystko jedno co też Mikołaj ma pod kubraczkiem ;)
Potem było już dokończenie rozdawania prezentów - tym razem Mikołaja musiał zastąpić Hubert
Niestety, nie wszyscy byli grzeczni w minionym roku :D
- ŁABI-JABI - czary-mary - SIE - śnieg - DADADA - wszystko co związane z muzyką ale też spódniczka - bo przecież w spódniczce się tańczy :D - SIA - coś kolejnego (drugie, trzecie...), wszystko większe niż jeden - MOJE - moje - TO MI - to my - JOŁI - boli - JAJA - lala