poniedziałek, 26 października 2009

dziecko + aparat = zdjęcia :D

Tak wygląda świat w obiektywie Hani :) Ale zdolna jest, prawda? :P





słowniczek :)

NIONIO - Noo-Noo, odkurzacz z Teletubisiów
Hania teraz zafascynowana jest Teletubisiami, liczy je, tańczy z nimi, śpiewa, i nie może się doczekać, kiedy ów "nionio" się pojawi :)

ABA TA, ABA NIE - albo tak, albo nie, zasłyszała dzisiaj i powtarza :)
JO! - wio!

poniedziałek, 19 października 2009

słowniczek :)

- KAPKA, KOPKA - kupka
- POŁ - pół
- KÓKO - kółko
- PO - Po, z Teletubisiów
- TATA (?!) - Tinki-Winki z Teletubisiów
- TETI - Tessi (Hania ma samochodzik z Nodiego, gdzie właśnie Tessi sobie siedzi :) )
- SIII - cicho; nie słychać
- BIBIBA - Adibu (bohater Hani ulubionej bajki, całe szczęście trwa ona tylko 5 minut :) )
- ADĘ - jadę
- BAEK - berek
- OPAPA - hopsasa
- PAMA - pana

motylek

Motylkowe skrzydełka przywieźli Hani Babcia i Dziadek. Nikt chyba nie spodziewał się, że staną się one takim hitem :) Teraz już emocje opadły, ale pierwszego dnia ja i Motylek byliśmy nierozłączni :) Nawet do południowej drzemki Zarazkowy Tato musiał z Hanią wojnę stoczyć, żeby pozwoliła skrzydełka zdjąć i poszła spać wygodnie, bez skrzydełek. Niestety, żadne argumenty do Zarazka nie przemawiały i skończyło się płaczem i spaniem bez skrzydełek :)



Pierwsze przymiarki



W drodze do Dziadków



Obiadek




Nauka latania






Motyla gimnastyka



I trochę rozrywki - tańce





A tutaj z Motylka jakby Aniołek się zrobił :) Ale to tylko pozory, małe różki Aniołek też posiada :D

Hania z Poznania ;)

Wpis zaległy. Bardzo zaległy.
W tzw "międzyczasie" ;) Hania była w Poznaniu. Trochę bałam się tego wyjazdu, tym bardziej, że pociągiem jechałyśmy (czyli 2 torby + spacerówka i Hania oczywiście do targania na plecach), jednak jak to zwykle bywa więcej strachu było niż było warto ;)



Hanię niewątpliwie najbardziej ucieszyła podróż pociągiem :) Chociaż tramwajem też super się jechało - dziewczynka uwielbia wszelkie środki masowej komunikacji :)



Nie mogłyśmy pominąć wizyty w zoo :) Jechałyśmy pociągiem, takim prawdziwym, gwiżdżącym, z parowozem, co było kolejnym powodem do radości. I padał deszcz, co było niezaplanowaną atrakcją, jednak jakoś dałyśmy radę.
Hania najbardziej liczyła na obejrzenie tygrysów. Zasadniczo się udało, widziała 1 tygrysa, reszta spała gdzieś w oddali. Nie zobaczyła niestety słoni, które też udały się na wycieczkę w bliżej nieokreślonym kierunku i tylko robiły dużo hałasu kopiąc w jakieś ogrodzenie czy coś...Do dziś Hania pytana, jak było w zoo opowiada, że widziała "khrrrrr...." [tygrysy], ale niestety "uuuuu nie!" [słoni nie było] - i w tym momencie opowiadania pokazuje rączką, jak to słonie kopały w drzwi :)






Na osiedlu, gdzie mieszkają Ciocie i Wujkowie, są świetne place zabaw, a ponieważ pogoda dopisała Hania nie odpuściła, musiałyśmy spędzić tam też trochę czasu.



Odwiedziłyśmy też salę zabaw - było fajnie, jednak najlepszą atrakcją był lizak, który każde dziecko otrzymywało na "do widzenia"






No i koziołki! Hania przywiozła Tatusiowi drewniane koziołki, sama natomiast wróciła z Poznania z...kaczką do pchania. A co! :)
Najbardziej denerwujące były gołębie, które nie uciekały przed Hanią tylko chodziły za nią i czekały na okruszki :) Zarazek był niezmiernie zadziwiony, świnoujskie gołębie mają odmienne zwyczaje.



Padła dziewczynka po dniu pełnym wrażeń



I nareszcie wracamy do domu!



wtorek, 13 października 2009

Zarazek, wbrew wszystkiemu, cieszy się że deszczowa jesień przyszła

Wreszcie można założyć kalosze, pochlapać się w kałużach, porzucać do wody kamienie, nauczyć kaczkę pływać...i jeszcze miliony innych rzeczy, które tylko podczas deszczu można robić ;)





Posted by Picasa

niedziela, 11 października 2009

Hanna ranna ;)

Ranna w sensie że skaleczona, nie że pora dnia wczesna ;P
A rany Hanny były uuuu....ogromne :) Ogromna znaczy. Jedna. Na dłoni. Miała całe...2 mm chyba :D W oczach Zarazka urosła jednak do rozmiarów przeogromnych. Wymagała rzecz jasna zmiany opatrunków - gdzieś tak co 20 min, bo mniej więcej po takim czasie Hani nudził się już kolor plasterka, jaki wybrała wcześniej, i trzeba było nowy plasterek w innym kolorze naklejać. Oczywiście Hania nie mogła też rączką poruszać, ani dotykać niczego, ani nawet nosić chusteczki higienicznej,m o kierowaniu samochodem nie wspominając. Skaleczona rączka była zdecydowanie oszczędzana i spoczywała sobie obok Hani. I tak sobie myślę, że gdyby Zarazek wiedział, co to takiego jest temblak, to z pewnością udogodnienie to w zaistniałej sytuacji byłoby niezbędne. Całe szczęście Hania o temblaku zielonego pojęcia nie ma, rączka była oszczędzana przez pół dnia, a cudowne ozdrowienie nastąpiło niespodziewanie w autobusie w drodze do domu.
- Mimi, ała nie! (mamusiu, już nie boli!) - oświadczyła Hania, zdjęła plaster i zapomniała o całej sprawie :)



Jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia, jedne poruszone, drugie ciemne, ale sens zaistniałej sytuacji oddają ;)

Posted by Picasa

czwartek, 1 października 2009

babski wieczór :D

Co robią dziewczyny podczas babskiego wieczoru? Oczywiście, wyciągają "malowidła" i malują się :) Taki właśnie wieczór zorganizowałam - przy znacznym udziale Babci (a raczej Babci kosmetyków) Hani. Dziecko przeszczęśliwe więc i matka przeszczęśliwa, mimo tego, że zmycie tego wszystkiego z Hani było po stokroć trudniejsze niż nakładanie, a i bodziak jakoś nie ma zamiaru się doprać :P






łikendowo ;P

Ciekawe, kto wyżej poleci...?



W niektórych miastach już zakazano karmienia ptaków - całe szczęście nie w naszym :)



Totalne zaskoczenie - Hania radzi sobie na hulajnodze po prostu re-we-la-cyj-nie! I nie przeszkadza, że ciemno, późno i męcząco - jechała dzielnie i gdybyśmy pozwolili pewnie jeździłaby z chęcią jeszcze dłuuugo :)


pożegnanie lata

To był ostatni ciepły (przynajmniej zdaniem Zarazka) dzień, więc trzeba było go wykorzystać jak należy :) Jeszcze zimno mi się robi jak sobie przypomnę, jak to Hania zasuwała po tej plaży na boso ;D





Podziękowania dla wynalazcy samowyzwalacza :)


stała bywalczyni świnoujskich kawiarni :)

Posted by Picasa

od pewnego czasu robienie zakupów nabrało zupełnie innego, nowego wymiaru :)

Najważniejszą zmianą jest to, że rzeczy "same" wskakują do koszyka :) I bardzo musimy się pilnować, żeby kupić to, co zaplanowaliśmy a nie to, co akurat Haniutkowi w rączki wpadło





taaaaaka duża!

Posted by Picasa

po remoncie :)